Terlecki opublikował swój wpis także na Facebooku.

Reklama

Pracujemy nad tym, żeby Polska 2050 (w Sejmie nazywana dwa pięćdziesiąt) +mogła wziąć samodzielnie odpowiedzialność za kraj – powiedział Szymon Hołownia, aktualnie kandydat na premiera, wcześniej kandydat na prezydenta. Miło być kandydatem na cokolwiek, nawet gdy w wyborach prezydenckich (w pierwszej turze, bo druga była dla niego nieosiągalna) dostaje się o 30 procent mniej od zwycięzcy - napisał szef klubu PiS.

Według niego Polska 2050 to "partia, która najwyraźniej marzy o tym, żeby trwać do połowy XXI wieku, co wydaje się mało realne, walczy o utrzymanie się gdzieś w okolicach 10 procent poparcia w wyborach parlamentarnych". Według Terleckiego parta Hołowni "marzy też o tym, żeby korzystnie przykleić się do kogoś mocniejszego, ale na to wcale się nie zanosi, pozostaje więc wątły sojusz z PSL, który dzięki temu ma szansę prześlizgnąć się przez próg wyborczy".

Terlecki: Hołownia nazywany jest "królem banału"

Reklama

Terlecki ocenił, że "to, że nadal Polska 2050 ma wynik w okolicach 10 procent i tak graniczy z cudem, skoro jej lider, nazywany w Warszawie +królem banału+, nie potrafił dotąd wykazać się żadnym pomysłem na przekonanie przyszłych wyborców".

Hołownia nie chce wspólnej listy z Platformą, bo dobrze wie, że Tusk go połknie zaraz po wyborach. Wyobraża więc sobie koalicję z Platformą, a także z Lewicą, ale już po hipotetycznym zwycięstwie. Problem w tym, że dzisiejsze 10 procent w sondażach nie koniecznie przełoży się na 10 procent w wyborach, bo kto zagłosuje na partię, która szczerze przyznaje, że dopiero za 28 lat może zasłużyć na poważne traktowanie. Widocznie Hołownia nadal żyje w świecie śniadaniowych produkcji TVN, gdzie wypudrowany w charakteryzatorni gawędziarz może udawać męża stanu i gwiazdę polityki - napisał Terlecki.

Według niego "kandydatów opozycji na premiera jest zresztą co najmniej kilku i nic nie wskazuje na to, aby byli gotowi zrezygnować ze swoich ambicji na rzecz Hołowni". Przede wszystkim Tusk, pracowicie ćwiczący marsowe miny, nie ustąpi ani o krok, przynajmniej do czasu, gdy kontroluje większą część Platformy. A czy Trzaskowski, który nie radzi sobie w Warszawie, nie mógłby w przyszłości lepiej sprawdzać się w roli premiera? Zabawny Kosiniak-Kamysz, któremu przyboczni pochlebcy wmawiają, że jest następcą Witosa i Mikołajczyka, także nie porzucił nadziei na powrót do poważnej polityki - dodał.

Polityk podsumowując wpis ocenił, że opozycyjne sny o potędze skończą się jednak w dniu wyborów, a wtedy trzeba będzie wrócić do rzeczywistości i na następne cztery lata ułożyć sobie polityczne życie.