Gordijewski w wywiadzie dla radia Swoboda opowiada o szczegółach śledztwa Scotland Yardu. Mówi, że to, co spotkało Brytyjczyków w Rosji, to katastrofa. Moskwa miała im pomóc w śledztwie, ale na każdym kroku rzucała im kłody pod nogi. "Ale Brytyjczycy, jak tam jechali, wiedzieli, na co się porywają. Rosjanie urządzili show" - tłumaczy były szpieg KGB.
Przyjaciel Litwinienki twierdzi, że policja już wie, kto jest mordercą. Przyznaje, że byłego szpiega otruto herbatą z polonem. Ale nie podał mu jej żaden z rosyjskich biznesmenów, przesłuchiwanych w sprawie. "To człowiek, który dosiadł się do nich na 10 minut. Przyszedł, przyniósł filiżankę herbaty i tyle. I to był koniec Saszy" - tłumaczy Gordijewski. I dodaje, że to nie był pierwszy zamach na życie Litwinienki.
Nie ma też wątpliwości, że za śmiercią jego przyjaciela stoją Rosjanie. "Jak nie oni, to kto? I Amerykanie, i Brytyjczycy doskonale wiedzą, kto produkuje polon, jakiego rodzaju i jak dużo. A to, co było w Moskwie, to była czysta komedia" - oburza się Gordijewski.
To, jak zadziałał polon, było dla wszystkich niespodzianką. Nikt też nie wiedział, że wszędzie będzie aż tyle śladów. Ale - jak tłumaczy Gordijewski - rosyjskie specsłużby za wszelką cenę chciały wypróbować nowy środek. "Oni nie wiedzieli, że na Zachodzie jest taka aparatura, która może wykryć nawet tak drobne ślady" - podsumowuje były szpieg KGB.