Według ostatnich sondaży, ok. 66 proc. ankietowanych jest za zalegalizowaniem aborcji, ale nie ma pewności, czy do urn w referendum pójdzie dostateczna liczba wyborców, żeby było ono ważne.
W 1998 roku w trakcie takiego samego referendum ponad połowa spośród 8,7 miliona uprawnionych do głosowania nie wrzuciła do urn swego głosu, dzięki czemu zakaz pozostał w mocy. Na oddanie głosu zdecydowało się wówczas tylko 32 proc. Portugalczyków.
"Portugalia znalazła się w samym centrum ogólnoeuropejskiej batalii o aborcję. Cały czas wywiera się na nas naciski, że mamy archaiczne prawo i że musimy je zmienić" -
powiedział DZIENNIKOWI Isabel Pedro z organizacji Juntos Pela Vida. Jeszcze w przededniu głosowania anglojęzyczne media nazywały referendum "testem na nowoczesność"
katolickiego kraju. "Mamy do wyboru: albo pozostanie wśród najbardziej konserwatywnych krajów, albo nowoczesność" - mówił na jednym z ostatnich wieców proaborcyjnych
socjalistyczny premier José Sócrates.
Jego rząd na miejsce ustawy podobnej do polskiej chce wprowadzić jedno z najbardziej liberalnych praw w całej Europie: aborcja do 10. tygodnia ciąży byłaby za darmo i na życzenie dla każdej
kobiety, w tym także dla nieletnich. Jednak w przededniu historycznego głosowania Sócrates nie może być pewny zwycięstwa. Ruchy obrońców życia wspierane przez Kościół katolicki
zorganizowały potężną kampanię przeciwko przerywaniu ciąży.