Rosjanie uczczą żałobą pamięć ofiar trzech tragedii: wypadku w kopalni, pożaru domu opieki społecznej w Kraju Krasnodarskim na południu Rosji i niedzielnej katastrofy samolotu Tu-134 w Samarze.
W kopalni koło Nowokuźniecka na Syberii ratownicy wciąż pracują. I będą szukać zaginionych, aż nie wyjaśnią, co się stało ze wszystkimi górnikami. W momencie wybuchu pod ziemią były 203 osoby.
Odrobinę optymizmu tchnęło w nich odnalezienie po ponad dobie poszukiwań na miejscu katastrofy ocalałego górnika. "Jeśli przeżyła jedna osoba, to gdzieś jeszcze mogą być
następni żywi" - mówią ratownicy. Do tej pory przeszukali już 3/4 terenu objętego zawałem. Największy problem to ogromne bryły skalne i duża ilość gruzu, który muszą
przerzucać ręcznie. W korytarzu wciąż jest sporo dymu. Cały czas istnieje niebezpieczeństwo kolejnych eksplozji.
Czterech górników nie udało się jeszcze odnaleźć. W tej chwili już wiadomo, że przyczyną katastrofy był nagły wypływ metanu. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że system ostrzegania o
niebezpieczeństwie nie zdążył zareagować.
Według gubernatora obwodu kemerowskiego Amana Tulejewa, który kieruje akcją ratunkową, w poniedziałek "miał być uruchomiony najnowszy angielski system zapewniania bezpieczeństwa przy
pracach podziemnych". Jak dodał gubernator, "główny inżynier i całe kierownictwo kopalni poszło z przedstawicielami firmy sprawdzać działanie tego systemu". Wszyscy
zginęli.
Kopalnią "Uljanowska" w Nowokuzniecku zatrzęsło w poniedziałek ok. godz. 8.30. "Uljanowska" jest najmłodszą kopalnią w tym regionie. Powstała zaledwie
pięć lat temu. Do tej pory nie było tam żadnego wypadku.
Metan jest zawsze tam, gdzie są pokłady węgla. Kiedy zmiesza się z powietrzem, może dojść do tragedii. Wystarczy, że jest go dziesięć razy mniej niż samego powietrza i iskra, żeby
nastąpił wybuch.
Dlatego walka z groźnym metanem spędza sen z powiek specjalistom od górnictwa. Problem jest tym większy, że górnicy schodzą coraz niżej i niżej, szukając węgla. Im dalej w głąb, tym
więcej metanu, a naprawdę niebezpiecznie robi się poniżej 500 metrów.