Doroczny raport przygotował dla parlamentu pełnomocnik rządu ds. armii Reinhold Robbe. Pracując nad nim, złożył kilka niezapowiedzianych wizyt w koszarach. Warunki, jakie w nich zastał, określił jako "niedopuszczalne, a w niektórych przypadkach nawet skandaliczne". Najczęściej ściany zżerał grzyb, sufity budynków groziły zawaleniem, a do toalet dawało się wejść tylko w kaloszach. W innych koszarach na ponad 300 żołnierzy przypadała tylko jedna łazienka.

"Raport nie jest dla nikogo zaskoczeniem; tak jest co roku, ale nic się nie zmienia. Wojsko tłumaczy się, że jest niedofinansowane, ale to nieprawda. Problemem jest złe wykorzystywanie pieniędzy i zbyt wolna reforma armii. Mniejsza, zawodowa armia byłaby i skuteczniejsza, i tańsza. Poza tym przez lata zimnej wojny wydatki na Bundeswehrę były w Niemczech tematem tabu. Za czasów Gerharda Schrödera zaczęliśmy wysyłać żołnierzy za granicę, ale budżet na wojsko nie wzrastał" - mówi DZIENNIKOWI płk Jürgen Gross z hamburskiego Instytutu Badań nad Pokojem i Bezpieczeństwem.

Co ciekawe, sytuacja jest znacznie gorsza w koszarach znajdujących się w zachodniej - wciąż bogatszej - części Niemiec. Te, które są na terenie byłej NRD, po zjednoczeniu były bowiem modernizowane, zaś te na zachodzie w tym czasie niszczały.