To nie były żarty. Ogień był duży i zagrażał wspaniałym posiadłościom koło Los Angeles. Światowa stolica filmu spowita była gęstymi kłębami dymu. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Strażacy uratowali też słynny napis "HOLLYWOOD".
W Kalifornii wielkie pożary to żadna nowość. Ale ten nie powstał przez przypadek. Wzgórza Hollywood podpaliło dwóch nastolatków. Amerykańska policja już ich złapała. Odpowiedzą za zniszczenia, jakich dokonał ogień. Na całe szczęście, nie spłonął żaden dom. Strażacy gasili płomienie m.in. wykorzystując specjalne śmigłowce zrzucające wodę.
Ale mieszkańcy amerykańskiej "fabryki snów" nie mogli nie zauważyć ogromnych kłębów dymu unoszących się nad wzgórzami. Ci, którzy mieszkają bliżej słynnego napisu, mieli nawet kłopoty z oddychaniem.
Być może powstanie teraz z tego scenariusz i wkrótce pożar Hollywood będzie można obejrzeć w kinie. Na przykład w filmie z gubernatorem Kalifornii - Arnoldem Schwarzeneggerem - w roli głównej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|