W nocy do dzielnicy Morro de Mineira w Rio de Janeiro weszli antyterroryści. Rozgorzało prawdziwe piekło, bo gangsterzy tanio swojej skóry nie zamierzali sprzedać, a poza tym korzystali z okazji i wyrównywali rachunki między sobą. W strzelaninie zginęło 13 bandytów, w większości handlarze narkotyków. Policja twierdzi, że to nie antyterroryści ich zastrzelili, ale członkowie konkurencyjnej bandy.
Kilka minut później w innym rejonie miasta policjanci zastrzelili jeszcze sześciu handlarzy narkotyków.
To nie była pierwsza krwawa noc w Rio. I wszystko wskazuje, że nie ostatnia, bo burmistrz tego miasta postanowił na serio rozprawić się z gangsterami ze slumsów. W zeszłym tygodniu na jego prośbę brazylijski prezydent zgodził się, żeby wojsko pomogło zaprowadzić porządek na przedmieściach Rio de Janeiro.
Dzielnice slumsów w Brazylii są na tyle niebezpieczne, że lepiej nie zapuszczać się tam nawet w dzień. Legalna władza niewiele ma tam do powiedzenia, a wszystkim rządzą bandyckie gangi. Nie oznacza to jednak, że brazylijska policja zamierza poddać się bez walki.