- Jestem zmęczony, naprawdę jestem zmęczony, potrzebuję wakacji. Chciałem podziękować mojej ekipie, wykonali świetną robotę, przez cały tydzień pracowaliśmy 16 godzin na dobę jak szaleni. Jeśli chodzi o lądowanie, tankowanie, było naprawdę bardzo dużo roboty. Kiedy nie udało się za pierwszym razem, wiedzieliśmy, że musimy znowu spróbować - mówił podczas spotkania z dziennikarzami, transmitowanego m.in. przez TVN24.

- Nie ja będę oceniał, czy to historyczne wydarzenie, nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, co zostaje w naszych sercach - dodał. Zapytany o kolejne cele zażartował, że "chciałby być pierwszym, który będzie surfować po chmurach".

Potem w obecności dziennikarzy i kamer rozmawiał przez telefon ze swoim synem. Mężczyzna wzruszył się, słysząc, jak syn gratuluje mu dokonanego czynu. - Wracam i jedziemy na wakacje - powiedział Zapata.

Zapata wystartował z plaży w gminie Sangatte na północy Francji w niedzielę o godz. 8.15 i po pokonaniu 35 km dotarł do wybrzeża Anglii.

Zapata chciał po 110 latach powtórzyć wyczyn Louisa Bleriota, który jako pierwszy w historii przeleciał kanał La Manche - samolotem jednopłatowym. Aby tego dokonać, konieczne było tankowanie flyboarda w locie, czego dotychczas nie praktykowano.

Wynaleziony przez Zapatę flyboard, to fruwająca platforma pozwalająca na wykonywanie akrobacji w powietrzu i w wodzie. Może osiągać prędkość do 190 km na godzinę; po jednym tankowaniu lata około 10 minut.

Zapata wzbudził zaciekawienie na całym świecie, gdy jako "latający żołnierz" frunął na flyboardzie nad Paryżem podczas defilady wojskowej zorganizowanej 14 lipca z okazji francuskiego święta narodowego.