Na pierwszy rzut oka sytuacja nie wygląda tak źle. W ostatnich 10 latach ludność Unii Europejskiej zwiększyła się o 19 mln osób. Ale aż w 80 proc. to wynik osiedlania się we Wspólnocie młodych imigrantów spoza Starego Kontynentu, przede wszystkich z biednych krajów Afryki i Azji - wynika z dramatycznego raportu opublikowanego właśnie przez madrycki Instytut Polityki Rodzinnej (IPF).
Gdyby nie przyjezdni, ludność takich państw, jak Niemcy i Włochy zmniejszałaby się w coraz większym tempie. W całej Unii tylko w dwóch krajach, Francji i Holandii, przyrost naturalny jest większy niż napływ imigrantów. W Hiszpanii osiedla się co roku dziesięć razy więcej przybyszy spoza Europy, niż wynosi różnica między urodzeniami i zgonami.
Takiego układu zdaniem demografów w historii świata jeszcze nie było. Przedłużenie rodu jest podstawową potrzebą biologiczną każdego gatunku istot żywych. Tymczasem nigdzie w Unii statystyczna kobieta nie rodzi wystarczającej liczby dzieci (2,1), aby zapewnić odnawialność pokoleń. Podział na kraje o tradycji katolickiej i te bardziej laickie od dawna w tym punkcie się zatarł. Bo najwięcej potomstwa mają Francuzki (1,94), podczas gdy wśród krajów, gdzie pod tym względem jest najgorzej, znajdują się Polska (1,2) i Włochy (1,38).
Najbardziej drastycznym przejawem niechęci Europejczyków do posiadania dzieci jest zasięg aborcji. Zabieg przerywania ciąży zdarza się w Unii średnio co 25 sekund. W ten sposób kończy się tu co piąta ciąża. Nie ma we Wspólnocie częstszego powodu śmierci.
Kobiety, które decydują się mimo wszystko na dzieci, czynią to coraz później. Gdy po raz pierwszy idą na oddział położniczy, mają przeciętnie już prawie 30 lat. To rodzi dodatkowe problemy: czasu na kolejne porody pozostaje mniej, zaś powikłań jest więcej.
Autorzy raportu nie mają wątpliwości, że taki jest skutek życia w społeczeństwie, gdzie dla wielu kariera zawodowa, a także wygodne życie są absolutnym priorytetem. Ale jeszcze ważniejszy jest zanik instytucji rodziny. Okazuje się bowiem, że już co drugie małżeństwo w Unii Europejskiej kończy się rozwodem. Jeszcze w latach 80. zeszłego wieku taki był finał tylko co piątego związku. W niektórych krajach zjednoczonej Europy ci, którym udało się uratować rodzinę, należą do wyjątków. Bo w Belgii aż 71 proc. małżeństw kończy się rozwodem, w Hiszpanii - 67 proc. a w Czechach - 60 proc.
Jednak model, w którym ludność Unii podtrzymują imigranci, nie przetrwa długo. Jednym z powodów są różnice kulturowe: Francja, Wielka Brytania czy Niemcy już teraz nie radzą sobie z integracją wielomilionowych mniejszości muzułmańskich. Jeśli Europejczycy nie zmienią swojego nastawienia do rodziny i posiadania dzieci, Unii grozi marginalizacja na świecie. Wystarczy porównanie z USA. Dziś UE ma 500 milionów mieszkańców, Stany - 300. Ale już za jedno pokolenie Amerykanie są w stanie dogonić Stary Kontynent, a wtedy marzenia Brukseli o doścignięciu amerykańskiej gospodarki stanie się zwykłą mżonką.
Fakty są takie, że w ciągu ostatnich 27 lat liczba mieszkańców Unii Europejskiej wzrosła o 8 proc., ale to głównie zasługa imigrantów. Jeśli ktoś myśli, że to dobre rozwiązanie, grubo się myli, bo biorąc pod uwagę rozwój społeczeństw, poleganie tylko i wyłącznie na ludziach z zewnątrz to krótkowzroczność. Między innymi dlatego, że nadmiar imigrantów bardzo szybko może się stać kolejnym problemem, co zresztą już widać w wielu krajach UE.
Dlatego jeżeli poważnie myślimy o odmłodzeniu Europy, musimy prowadzić bardzo uważną politykę w tej sferze. Imigracja i liczba urodzin to dwie strony tego samego medalu. Jeśli zaniedbamy
to drugie, czeka nas głęboki kryzys.
A jak to zrobić? Cóż, potrzebne są zdecydowane działania państw w sferze prawnej, gospodarczej, społecznej i kulturowej. Należy próbować zmniejszać siłę czynników prowadzących do
spadku liczby urodzin.
Dziś najważniejsze problemy to m.in. wzrastająca liczba aborcji - w Europie usuwa się co piątą ciążę. Kolejna sprawa to coraz późniejszy wiek, w jakim kobiety decydują się na urodzenie pierwszego dziecka - mają inne priorytety, jak chociażby kariera. Obecnie Europejki coraz częściej uważają, że dziecko jest luksusem, na które można sobie pozwolić dopiero po osiągnięciu odpowiedniego statusu materialnego.
Jeśli to się nie zmieni, Europa nadal będzie wymierać. Już teraz dramatycznie się postarzała, właśnie za sprawą bezdzietnych par i małżeństw, lepszej opiece zdrowotnej i coraz bardziej komfortowym warunkom życia, co wielu ludzi rozleniwia. A przecież gdy nie będziemy mieli młodych ludzi, nie będzie miał kto pracować i nie będziemy się rozwijać. Po co nam taka Europa?