1100 zabitych, 650 tys. ewakuowanych, tysiące rannych. Te dramatyczne dane napływają z Bangladeszu - kraju zaatakowanego przez niszczycielski cyklon Sidr. Niestety, ofiar będzie pewnie więcej. Akcja ratunkowa trwa.
Sidr uderzył w rejon Zatoki Bengalskiej z siłą 240 km/godz. Zmiótł z powierzchni całe miasteczka i wsie. Pięciometrowa, wywołana przez żywioł fala, zniszczyła uprawy i hodowle ryb. Dziś Sidr osłabł i zmienił się w tropikalny sztorm. Ale nawet słabszy, wciąż wywołuje ulewne deszcze i porywisty wiatr.
Ratownicy dwoją się i troją, by setkom tysięcy poszkodowanych dostarczyć żywność i leki. Na razie nie są w stanie oszacować ani jakie są straty, ani ile dokładnie ofiar pochłonął cyklon. Wszystko przez to, że nie ma prądu i nie działają telefony. Do niektórych miejsc wciąż nie sposób jest dotrzeć.
W Bangladeszu są już unijni eksperci, którzy pomagają w szacowaniu strat. Unia Europejska przeznaczyła 1,5 miliona euro na pomoc ofiarom żywiołu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl