Dziennik Gazeta Prawana logo

Moskwa wyrzuci imigrantów

21 listopada 2007, 15:48
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mer Moskwy Jurij Łużkow chce od przyszłego roku drastycznie ograniczyć liczbę imigrantów legalnie pracujących w rosyjskiej stolicy. Populistyczne hasła związanego z Jedną Rosją polityka mają związek ze zbliżającymi się wyborami do Dumy. Zdecydował, że w przyszłym roku pozwolenie na pracę w Moskwie dostanie tylko 300 tys. imigrantów, dwa razy mniej niż obecnie - pisze DZIENNIK.

Łużkow doskonale zdaje sobie sprawę, że jego hasła padają na bardzo podatny grunt. Lata propagandy, w których mieszkańcy Północnego Kaukazu byli przedstawiani jako terroryści, zrobiły swoje. "To gra pod publiczkę. Zbliżają się wybory, on jest związany z putinowską Jedną Rosją. Na haśle walki z imigracją ugrupowanie zdobędzie w stolicy kilka dodatkowych punktów" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Siergiej Sokołow z "Nowej Gaziety".

"Propozycje mera są po prostu śmieszne, bo legalni imigranci to zaledwie wierzchołek góry lodowej" - dodaje Sokołow. Liczba tych, którzy pracują w stolicy nielegalnie, jest bowiem kilkakrotnie większa. Według szacunków w ubiegłym roku takich osób było nawet półtora miliona. Ale ilu ich jest dokładnie, nie wie nikt. Przyznaje to także wszechmocny mer. "Władze jak nigdy nie wiedziały, tak nadal nie wiedzą, ile dokładnie ich jest - stwierdził niedawno. Ale nigdy nie pozostawiał wątpliwości, że dla takich ludzi w ogóle nie ma tam być miejsca".

W jego zarzutach jest sporo prawdy, bo wielu imigrantów ma związki z przestępczością. Jednak nie można zapominać o tym, że znacząca większość z nich wykonuje prace, od których stronią Rosjanie, i stała się kołem napędowym moskiewskiego boomu gospodarczego. "Prawda jest taka, że to właśnie dzięki nim stolica wygląda tak światowo" - mówi Sokołow.

Mimo że nie są tu mile widzianymi gośćmi, Moskwa działa na nich jak lep na muchy - nigdzie nie zarobią tak dobrze. Na przedmieściach działają specjalne czarne rynki pracy, gdzie potrzebujący mogą znaleźć robotnika, który wybuduje, wyremontuje czy wykona inną pracę. Nazywanych tu pogardliwie "czarnuchami" czy "czurkami" nie zrażają nieustające polowania, które urządza milicja, by wzmocnić budżet sowitymi łapówkami. Dochód jest gwarantowany, bo większość z nich nie ma nawet zameldowania, nie mówiąc już o zezwoleniu na pracę. Zapłacą więc każda sumę, by pracować dalej.

Dlatego też szumnie zapowiadane reformy Łużkowa, nawet jeśli wejdą w życie, niczego nie zmienią. "Liczba imigrantów nie zmaleje, bo będą dalej pracować na czarno. A milicja będzie miała dodatkowy dochód" - ironizuje w rozmowie z DZIENNIKIEM Sokołow.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj