Tysiące hektarów w strefie wykluczenia wokół nieczynnej elektrowni jądrowej już spłonęły lub wciąż płoną, a ogień kieruje się w stronę Białorusi - podkreślił Jemelianenko. W pożarze spłonęły tysiące małych zwierząt, przedstawiciele większych gatunków. Niektóre zwierzęta wracają na spalone terytoria, jednak nie mają tam teraz pożywienia.
- oświadczył rozmówca PAP, który jest też prezesem Stowarzyszenia Czarnobylskich Touroperatorów. Jak dodał, w trzech miejscach na terytorium "zony" trwają podziemne pożary, które mogą ciągnąć się tygodniami albo i miesiącami; w każdej chwili pożary torfowisk mogą przekształcić się w pożary leśne.
Państwowa służba ds. sytuacji nadzwyczajnych przekazała w sobotę, że trwa gaszenie tlących się traw, torfowisk, pni, drewna i ściółki na terenie sześciu leśnictw w strefie wykluczenia. W akcji biorą udział trzy samoloty gaśnicze An-32P i trzy śmigłowce. Z ogniem walczy ponad 1000 osób - dodano.
zaznaczył Jemelianenko. W akcji gaśniczej wykorzystywane są 30-letnie Ziły, strażacy nie są w odpowiedni sposób wyposażeni - powiedział. - dodał. Według strażaków jedynie deszcz lub wykorzystanie dużej liczby samolotów gaśniczych może zwalczyć trwający pożar. Zaznaczył, że pomoc lotnictwa zaoferowała już Białoruś, jednak strona ukraińska nie skierowała jeszcze prośby w tej sprawie.
Jak poinformował rozmówca PAP, walczący z ogniem mogą liczyć na pomoc wolontariuszy, którzy przywożą do "zony" wodę, jedzenie, maski ochronne, radia, generatory. Zaznaczył, że w pierwszych dniach walki z pożarem za wyżywienie strażaków odpowiadała służba ds. sytuacji nadzwyczajnych, później obowiązek ten spoczął na władzach lokalnych, w budżetach których nie zaplanowano jednak karmienia kilku tysięcy ludzi.
Pytany o kwestię promieniowania, Jemelianenko zauważył, że eksperci, z którymi się konsultował, mówią, iż izotopy promieniotwórcze są pochłanianie z ziemi przez korzenie roślin, rośliny płoną, izotopy unoszą się, jednak nie przedostają się daleko od pożaru. - wyjaśnił.
Zwrócił jednak uwagę na inne niebezpieczeństwo: pożary zmieniają lokalizację izotopów w środowisku, uwalniają je z ziemi. Przy pierwszych znacznych opadach izotopy przedostaną się do wód gruntowych. W strefie wieje także bardzo silny wiatr, zwiewający izotopy do rzeki Prypeć, która wpływa do Dniepru, a ten z kolei do Morza Czarnego. Laboratoria pracują nad tym, by przewidzieć, jakie szkody światowej ekologii wyrządzi ten pożar - dodał. Dopiero za kilka miesięcy poznamy prawdziwą skalę obecnej "katastrofy ekologicznej" - podkreślił.
Jako "niedostateczną i spóźnioną" Jemelianenko ocenił reakcję ukraińskich władz na sytuację w strefie. W pierwszych dniach - według rozmówcy PAP - pożar był niedoszacowany, walczyły z nim jednostki lokalne. Strażacy z innych obwodów przybyli na miejsce dopiero, gdy pożar się rozprzestrzenił. - dodał.
Zauważył, że nie sądzi, by leśne pożary mogły uszkodzić składowiska odpadów promieniotwórczych czy elektrownię, ani by w ich wyniku mogły z tych betonowych konstrukcji wydostać się izotopy promieniotwórcze. - powiedział. - dodał.
Ogień strawił już 15 wiosek, w których były ponad 200-letnie budynki; spłonęło ok. 40 proc. obiektów pokazywanych turystom - dodał rozmówca PAP. Jemelianenko, który jest dyrektorem firmy Chernobyl Tour, zaznaczył, że "turystyka czarnobylska" w minionych kilku latach była najszybciej rozwijającą turystyką w Europie. W ubiegłym roku "zonę" odwiedziło ok. 120 tys. turystów, w tym 80 proc. obcokrajowców. Pod względem liczby zagranicznych turystów Polacy znajdują się na drugim miejscu, po Brytyjczykach. Z Polski w 2019 r. przyjechało ok. 18,5 tys. gości.
Do katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 roku. Wybuch czwartego reaktora siłowni doprowadził do skażenia części terytoriów Ukrainy i Białorusi. Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch. W strefie wokół Czarnobyla wciąż obowiązuje zakaz osiedlania się ludzi.