– Marcin (imię zmienione) stoi przy otwartych drzwiach balkonowych i wydmuchuje papierosowy dym.
Z balkonu rozpościera się widok na centrum Weißenfels. To wschodnioniemieckie miasto – z odnowionym, ale pustym starym miastem. Wystarczy się wychylić, by dostrzec dwie białe budowle. Jedna to stary barokowy zamek. Marcin, choć mieszka w Weißenfels dwa lata, jeszcze tam nie był. Drugi budynek, o wiele lepiej widoczny, to kanciasta budowla z blachy, w której mieści się rzeźnia firmy Tönnies.
To największy koncern mięsny w Niemczech, który kontroluje ponad 30 proc. rynku. Swoje produkty eksportuje także do najdalszych zakątków świata. To też największy pracodawca w mieście, lecz próżno pytać miejscowych o warunki pracy. Spośród ponad 2 tys. pracowników zdecydowaną większość stanowią robotnicy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Marcin jest jednym z nich. opowiada.
8,8 tys. naruszeń prawa
– to mogłyby być słowa Marcina, ale wypowiedział je minister pracy Hubertus Heil.
Podczas debaty w Bundestagu polityk SPD przekonywał deputowanych do projektu ustawy, który przygotował jego resort. Nowe regulacje mają poprawić sytuację kilkudziesięciu tysięcy obcokrajowców pracujących w branży mięsnej. – podkreślał minister.
Kontrolowane przez socjaldemokratów ministerstwo pracy chce, aby już od 1 stycznia 2021 r. koncerny z branży mięsnej w kluczowych częściach działalności – takich jak ubój, rozbiór czy przetwórstwo – nie mogły stawiać przy linii pracowników pozyskiwanych w ramach umowy o podwykonawstwo (Werkvertrag). Dotychczas w ten sposób przedsiębiorstwo mogło przekazać zewnętrznej firmie konkretny dział i określić cele do zrealizowania. W ten właśnie sposób wielkie hale produkcyjne koncernu Tönnies zostały rozparcelowane pomiędzy różnych pośredników.