Holokaust był możliwy nie tylko za sprawą nazistowskich przywódców. Wielu innych Niemców również brało udział w tej eksterminacji lub czerpało z niej zyski - pisze Matthaeus w tekście zatytułowanym "Całkiem normalni mężczyźni i kobiety".

Reklama

Po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. rosnący aparat administracyjny, wywłaszczanie i kontrolowanie Żydów oraz innych grup piętnowanych jako "przeciwnicy" stworzyło wielu Niemcom możliwości zatrudnienia i kariery (...) To nie jakiś automatyzm czy wyrafinowana koncepcja systematycznie realizowana przez władze pchała proces prześladowań do przodu. Terror był możliwy dzięki licznym osobistym decyzjom podejmowanym w kontekście postępującej radykalizacji - zauważa historyk.

Dyskryminacja Żydów

Im bardziej wyrafinowane stawały się przepisy dotyczące dyskryminacji Żydów, tym bardziej wzrastała liczba donosicieli, spekulantów aryjskich i innych Niemców, którzy w takiej czy innej formie, świadomie lub konformistycznie, popierali system prześladowań - podkreśla.

Jak dodaje, Niemcy, którzy chcieli zrobić karierę i szukali przestrzeni do swobodnego rozwoju władzy, znajdowali liczne możliwości "na Wschodzie".

Matthaeus podaje przykład Josefa Baura, rezerwisty i cywilnego urzędnika finansowego z Norymbergi, który w wieku około 30 lat przyjechał wraz ze 131. batalionem policji do Grodna na początku kampanii rosyjskiej. Batalion miał pomóc zabezpieczyć to, co właśnie zdobył Wehrmacht. Baur, zapalony fotograf-amator, w lipcu 1941 roku przesłał żonie Agnes fotografię z opisem: Oto moje zdjęcie, na którym trzymam dwie Żydówki za włosy i zderzam je głowami, ponieważ nie mają opasek z gwiazdą Dawida.

Baur nie był członkiem NSDAP ani nie dążył do kariery w policji; (...) wydaje się kochającym mężem i troskliwym ojcem małego syna. W porównaniu z wieloma zdjęciami przedstawiającymi niemiecką przemoc wobec Żydów i innych cywilów podczas II wojny światowej, jego wizerunek wydaje się wręcz nieszkodliwy - pisze Matthaeus.

Inny przykład - na początku listopada 1939 r. Niemiec przydzielony do Kalisza napisał swojemu bratu, że przy katolickim księdzu znaleziono amunicję. - Rozstrzelano go publicznie na naszym rynku. A potem posprzątaliśmy wśród Żydów; (...) do dziś bolą mnie obie ręce... - pisał dowódca oddziału Narodowosocjalistycznego Korpusu Motorowego.

Matthaeus podkreśla, że terror, kontrola i grabież w gettach miejskich i na wsi zajmowały dużą liczbę członków władz cywilnych, policyjnych i wojskowych. Jeden z pasażerów na pytanie, co się stało ze starcami i chorymi podczas ewakuacji Żydów, usłyszał od pracowników Reichsbahn: "No, tych, którzy nie mogli chodzić, rozstrzelano, chyba nie mieliśmy się nimi przejmować".

Wprawdzie esesmani Himmlera nadal stanowili trzon grupy masowych morderców, ale im więcej było prześladowań, tym bardziej rozszerzał się krąg osób bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialnych - pisze historyk.

Przypomina, że historyk Christopher Browning w swojej książce o "zwykłych ludziach" z Rezerwowego Batalionu Policyjnego 101 pisał, że "poszczególne osoby miały do wyboru szereg zachowań, które w przypadku akcji mordowania Żydów sięgały od odmowy zabijania do dobrowolnego udziału".

Niemcy na Wschodzie

Częścią codziennego życia Niemców na Wschodzie była władza dysponowania wywłaszczonym i zagrabionym mieniem. (...) Niemcy mogli niemal bez przeszkód zagarnąć dla siebie wszystko (...) Mało która grupa wzbogaciła siebie i swoje rodziny na mordowaniu Żydów w takim stopniu, jak mężczyźni zatrudnieni w obozach zagłady, którym każdy pociąg deportacyjny przywoził wraz z nowymi ofiarami także nowy dobytek.

A jednak po wojnie "większość Niemców (...) postrzegała siebie przede wszystkim jako ofiary reżimu nazistowskiego. Podobnie jak wielu byłych policjantów i innych Niemców, którzy "oczyszczali" teren okupacyjny, stosując przemoc wobec ludności cywilnej, urzędnik skarbowy Josef Baur nie stanął po wojnie przed sądem - pisze historyk.

Reklama

Musiały minąć dziesięciolecia, zanim zbiorowa amnezja ustąpiła miejsca większej gotowości do uznania, co oznacza sprawstwo w Holokauście. Wyzwanie pogłębienia tej wiedzy i przeciwstawienia się mitom historycznym pozostaje pilne jak nigdy dotąd - kończy swój tekst Matthaeus.

"Spiegel" przywołuje w tym kontekście badanie przeprowadzone wśród Niemców w 2020 roku przez psychologów społecznych: Haralda Welzera, Sabine Moller i Karoline Tschuggnall, w którym 70 procent respondentów wyraziło przekonanie, że ich przodkowie nie byli oprawcami w czasach nazizmu, a 60 procent nie uważało, by ich przodkowie byli zwolennikami reżimu.