Niemieckie władze dostały precyzyjną prognozę

Reklama

Z 24-godzinnym wyprzedzeniem niemieckie władze otrzymały według niej dość precyzyjną prognozę, które obszary zostaną dotknięte powodzią; chodziło m.in. o obszary wzdłuż rzeki Ahr, gdzie później zginęły ponad 93 osoby.

Cloke, która była zaangażowana w prace nad rozwojem EFAS, wskazała, że „fakt, że ludzie nie zostali ewakuowani lub nie otrzymali ostrzeżeń, sugeruje, że coś poszło nie tak". To była „monumentalna awaria systemu" - powiedziała.

"Wiadomości nie docierały do ludzi"

Wszystkie niezbędne ostrzeżenia służb meteorologicznych zostały wysłane, "ale potem gdzieś ten łańcuch ostrzeżeń się przerwał, więc wiadomości nie docierały do ludzi" - powtórzyła ekspertka w niedzielę wieczorem na antenie niemieckiej telewizji ZDF.

Było to "frustrujące", ponieważ "kilka dni wcześniej można już było przewidzieć, co nadejdzie" - oceniła. Jednocześnie skrytykowała brak "jednolitego ogólnokrajowego podejścia do zagrożeń powodziowych".

Kto jest odpowiedzialny?

W związku z tym pojawia się pytanie, czy można było zapobiec wielu ofiarom śmiertelnym tej katastrofy. Oraz czy zarządzanie kryzysowe w Niemczech systematycznie zawodzi i kto jest za to odpowiedzialny - komentuje w poniedziałek dziennik "Tagesspiegel".

Polityk socjaldemokratycznej partii SPD ds. zdrowia Karl Lauterbach ocenia, że kraj jest "tak samo źle przygotowany na klęskę żywiołową, jak na pandemię". Trzeba stworzyć i rozbudować infrastrukturę, a centralne znaczenie ma tu ochrona ludności - powiedział gazecie "Rheinische Post".

Rzecznik niemieckiej służby meteorologicznej (DWD) powiedział ZDF, że zarządzanie ostrzeżeniami ze strony jego agencji przebiegło bardzo dobrze. "Zrobiliśmy, co trzeba było zrobić" - zapewnił.

Liczba ofiar śmiertelnych powodzi w krajach związkowych Nadrenia-Palatynat i Nadrenia Północna-Westfalia obecnie wynosi co najmniej 163.