Uran wzbogacony przez Teheran do 80 proc. to dla Izraela granica bólu, a wybuch konfliktu zbrojnego będzie kwestią egzystencjalną – mówi nam źródło w tureckim MSZ. Z kolei były szef Mosadu Dani Jatom w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" podkreśla, że nie oznacza to jeszcze przekroczenia przez Teheran czerwonej linii. – Dwa do trzech lat zajmie im zbudowanie głowicy, zanim faktyczna broń nuklearna powstanie – tłumaczy, dodając, że nie powinno się rozmawiać o czerwonych liniach wyznaczonych dla wroga.
Reklama
Co innego może sugerować niedawna poprawa stosunków prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana z władzami Izraela. Szef resortu spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu był pierwszym tureckim urzędnikiem wysokiego szczebla, który w maju po 15 latach napięć odwiedził państwo żydowskie. Nowe sojusze miałyby zabezpieczyć Izrael na wypadek eskalacji kryzysu i ewentualnych nalotów. Jego obecnym celem nie jest już wyłącznie powstrzymanie rozwoju programu jądrowego. W poniedziałek na trzy irańskie fabryki stali przeprowadzony został cyberatak, który zmusił jedną z nich do zatrzymania linii produkcyjnej. Jak pisze „New York Times”, są one głównymi dostawcami stali dla Korpusu Strażników Rewolucji.