Ataki ze strony polityków PiS wzmocniły pozycję prezydent Łodzi, która – mimo prawomocnego wyroku skazującego ją na karę grzywny – wygrała w I turze. W tym momencie temat wygaszenia mandatu Hanny Zdanowskiej lub wprowadzenia w mieście komisarza stał się dla PiS politycznie trudny. Bo każdy ruch ze strony rządowej podważający pozycję Zdanowskiej może zostać źle odebrany – nie tylko w Łodzi, ale w całym kraju.
Jak wynika z nieoficjalnych rozmów, zdania w partii są podzielone. Część działaczy chciałaby odpuścić i nie wikłać się w nowy spór przed wyborami do europarlamentu i centralnymi. Co najwyżej dopuszczany jest wariant nowelizacji przepisów, które usuną kłopotliwą niespójność między ustawą o pracownikach samorządowych a kodeksem wyborczym. Ale niezależnie od tego, czy poszłyby w stronę liberalizacji, czy zaostrzenia wymogów, nie obejmą Zdanowskiej, bo prawo nie działa wstecz. Tak więc będzie mogła sprawować urząd bez żadnych konsekwencji.
Ale są też w PiS zwolennicy twardego kursu. – – twierdzi jeden z posłów. I dodaje, że wojewoda – jako reprezentant terenowy rządu – nie może nie podjąć żadnych działań w sytuacji, gdy ma analizy prawne potwierdzające, że Hannę Zdanowską można lub wręcz trzeba usunąć ze stanowiska.
Jeden z naszych rozmówców zorientowany w prawie wyborczym sugeruje, że nawet jeśli PiS podejmie jakieś działania wobec Zdanowskiej, to pani prezydent może sięgnąć po obstrukcję, np. zaskarżając ewentualną decyzję wojewody do sądu. – – zwraca uwagę nasz rozmówca.
Zdaniem mec. Macieja Kiełbusa z kancelarii Dr Ziemski & Partners, to dość ryzykowne założenie. –– tłumaczy prawnik.
Pytanie też, co zrobi PiS w sytuacji, gdy wybory w II turze w Gdańsku wygra Paweł Adamowicz. Wieloletni prezydent oskarżony jest o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012, a proces w tej sprawie może się zakończyć jeszcze w listopadzie.