Prokuratura twierdzi, że . Do sądu trafił w tej sprawie akt oskarżenia - dowiedziało się Radio ZET i "Gazeta Wyborcza". Bezprawne odprawy, które wzięło takze trzech kolegów z prawicy Woyciechowskiego pochodziły z jednej z miejskich spółek.
Woyciechowski i jego koledzy z prawicy trafili do władz jednej z miejskich spółek, kiedy Warszawą rządził Lech Kaczyński. . Warszawska prokuratura twierdzi , ze nadużyli swoich uprawnień i działali na szkodę spółki. .
Zdaniem prokuratorów, Woyciechowski złamał prawo ponieważ dostał równowartość półrocznej pensji choć przysługiwało mu o połowę mniej. Pozostałym odprawy nie należały się w ogóle bo odeszli dobrowolnie, za porozumieniem stron. "" - mówi Radiu ZET rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mateusz Martyniuk.
Ale Wojciechowski decyzję prokuratury kwestionuje. "Decyzja prokuratury jest śmieszna i absurdalna oraz niemająca podstawy w obowiązującym prawie. " - podkreśla.
Były likwidator WSI zarzuca śledczym działąnia odwetowe. "Skierowanie do sądu aktu oskarżenia wobec mnie - po ponad 2,5 rocznym żmudnym i drobiazgowym śledztwie - przez panią prokurator Monikę Niziuk " - twierdzi w swoim oświadczeniu.
Piotr Woyciechowski znalazł pracę w departamencie ochrony Narodowego Banku Polskiego. Jak mówił Radiu ZET, znalezienie pracy nie było łatwe, bo dostał wilczy bilet za pracę w komisji likwidacyjnej WSI. Inny z oskarżonych Jacek Rybak jest dyrektorem w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.