Prokuratura twierdzi, że były likwidator WSI Piotr Woyciechowski niesłusznie wziął 77 tysięcy złotych odprawy. Do sądu trafił w tej sprawie akt oskarżenia - dowiedziało się Radio ZET i "Gazeta Wyborcza". Bezprawne odprawy, które wzięło takze trzech kolegów z prawicy Woyciechowskiego pochodziły z jednej z miejskich spółek.

Woyciechowski i jego koledzy z prawicy trafili do władz jednej z miejskich spółek, kiedy Warszawą rządził Lech Kaczyński. Gdy po wygranych przez PIS wyborach w 2005 roku odchodzili do rządu i spółek państwowych tak zmienili sobie umowy o pracę aby dostać odprawy. Warszawska prokuratura twierdzi , ze nadużyli swoich uprawnień i działali na szkodę spółki.Łącznie do ich kieszeni trafiło 140 tysięcy złotych.

Zdaniem prokuratorów, Woyciechowski złamał prawo ponieważ dostał równowartość półrocznej pensji choć przysługiwało mu o połowę mniej. Pozostałym odprawy nie należały się w ogóle bo odeszli dobrowolnie, za porozumieniem stron. "Czyny, których się dopuścili zagrożone są karą do 5 lat pozbawienia wolności" - mówi Radiu ZET rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mateusz Martyniuk.

Ale Wojciechowski decyzję prokuratury kwestionuje. "Decyzja prokuratury jest śmieszna i absurdalna oraz niemająca podstawy w obowiązującym prawie. To może być kompromitacja prokuratury na miarę formułowania zarzutów karnych wobec Mariusza Kamińskiego czy Zbigniewa Ziobro" - podkreśla.

Były likwidator WSI zarzuca śledczym działąnia odwetowe. "Skierowanie do sądu aktu oskarżenia wobec mnie - po ponad 2,5 rocznym żmudnym i drobiazgowym śledztwie - przez panią prokurator Monikę Niziuk uznaję, za czyste działanie represyjne prowadzone wobec członków byłej komisji weryfikacyjnej WSI" - twierdzi w swoim oświadczeniu.

Piotr Woyciechowski znalazł pracę w departamencie ochrony Narodowego Banku Polskiego. Jak mówił Radiu ZET, znalezienie pracy nie było łatwe, bo dostał wilczy bilet za pracę w komisji likwidacyjnej WSI. Inny z oskarżonych Jacek Rybak jest dyrektorem w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.