O zmianie procedur Tomczyk poinformował w poniedziałek podczas uroczystości podpisania umowy z firmą GE Aerospace dot. serwisowania silników w ramach programu zakupu śmigłowców AH-64 Apache w Wojskowych Zakładach Lotniczych Nr 1 w Dęblinie.
"To pewne nowum w ramach całego NATO"
Tomczyk w swoim przemówieniu podkreślił, że "każdego dnia nasi piloci, piloci samolotów myśliwskich, piloci śmigłowców, bronią naszej przestrzeni powietrznej przed tym, co może się zdarzyć". W ciągu najbliższych dni będziemy zmieniali procedury, które dotyczą używania naszego lotnictwa myśliwskiego, ale też śmigłowców, zmieniając to, co w czasie pokoju jest standardem, czyli identyfikację wizualną na tzw. identyfikację pozytywną - poinformował wiceszef MON.
Podkreślił, że różnica między tymi procedurami jest "zasadnicza". Dotyczy tego, żeby pilot albo dowódca operacyjny mógł podjąć decyzję o zestrzeleniu obcego statku powietrznego na podstawie odczytów radarowych albo innych informacji, które trafiają do systemu - przekazał.
Dodał, że "nie możemy być bezczynni, jeżeli chodzi o kwestie zagrożenia, a zagrożeń - wszystko na to wskazuje - będzie tylko więcej". Tomczyk przekazał na późniejszym briefingu po zakończeniu oficjalnej części uroczystości, że decyzję tę podjął dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. pilot dr Ireneusz Nowak.
To pewne nowum w ramach całego NATO. W czasie pokoju identyfikacja przez statki powietrzne ewentualnych wrogich statków powietrznych czy dronów, czy samolotów, czy śmigłowców odbywa się poprzez kontakt wizualny, po to, żeby uniknąć błędów, po to, żeby uniknąć sytuacji, w której na przykład cywilny statek powietrzny będzie w tej części i będzie mógł być pomylony, albo kiedy na przykład będzie to sojuszniczy myśliwiec - mówił Tomczyk.
Zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa
Zmiana procedur - jak zaznaczył - związana jest z pojawiającymi się zagrożeniami dla bezpieczeństwa państwa. Wyjaśnił, że odejście od identyfikacji wizualnej na tzw. identyfikację pozytywną oznacza, że w sytuacji, w której pilot będzie dysponował "kilkoma czynnikami, które świadczą o tym, że to może być wrogi statek powietrzny, np. odczyt radarowy oraz np. przykład wlot do strefy objętej zakazem lotu oraz np. informacje od strony ukraińskiej, będzie mógł użyć uzbrojenia z dystansu, wykorzystując do tego systemy samolotu czy śmigłowca".
Do tej pory nie korzystaliśmy z tego typu możliwości, bo one są zazwyczaj zarezerwowane dla stanu wojny albo stanu wojennego. Natomiast w związku z zagrożeniem, w związku z tym, że Polska dzisiaj codziennie zmaga się z możliwością wlotu dronów na teren naszego kraju, musimy wprowadzić tego typu zmiany i na rzecz pilotów i na rzecz bezpieczeństwa państwa - podkreślił Tomczyk. Przekazał ponadto, że zmiany te będą wprowadzane sukcesywnie i informować o nich będzie rzecznik DORSZ.
Agnieszka Maj, dziennikarka, redaktorka i wydawczyni. W Dziennik.pl od 2023 roku. Wcześniej pracowała w Interii i Polska Press. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
