Czterdzieści minut codziennie na przygotowanie się do wyjścia z domu?! Niesłychane. Prawdziwy cud, że przeciętnej kobiecie udaje się co rano w niecałą godzinę umalować, uczesać, ubrać, zrobić dzieciom śniadanie, znaleźć mężowi jego ulubione skarpetki, zadzwonić do rodziców, żeby spytać, jak się czują. I jeszcze pięknie wyglądać i wyjść do pracy. Bo przecież żadna kobieta nie stoi czterdzieści minut ciurkiem przed lustrem. Umaluje rzęsy i biegnie wyciągać grzankę z opiekacza. Uczesze się i leci wiązać mężowi krawat.

Swoją drogą, tylko mężczyzna może wykonywać tę samą czynność co rano przez czterdzieści lat i ciągle sobie nie radzić. Czy znają państwo kobietę, która musi codziennie prosić faceta na przykład o umalowanie jej oczu?

Czterdzieści minut dziennie to trzy lata życia poświęcone na to, żeby dobrze wyglądać. Trzy lata czesania, kremowania, malowania. Znowu nie wierzę. Jedynie trzy lata, na średnio osiemdziesiąt, żeby robić to, co jest uważane za najważniejszą rolę społeczną kobiety? Bo przecież wiadomo, że kobieta musi przede wszystkim dobrze wyglądać.

I spełnianie tej podstawowej funkcji zajmuje jej niecałe cztery procent życia? Przez pozostałe dziewięćdziesiąt sześć procent pracuje, robi karierę, wychowuje dzieci, gotuje mężowi kolacje, sprząta, spotyka się z przyjaciółkami, pociesza je i doradza im w życiu prywatnym.

Robi zakupy swoim rodzicom i teściom, czyta trzy razy więcej książek niż jej mąż i kupuje prezenty na urodziny, na które są zaproszeni razem. Uprawia sport - pewien trener ostatnio mi się zwierzył, że największym sukcesem sieci siłowni Gymnasion są salony wyłącznie dla kobiet. I wszystko to, pamiętajmy, wyglądając dobrze.

Mężczyzna przez ten czas pracuje, gra w piłkę nożną, ogląda piłkę nożną i pije piwo przy piłce nożnej. I to wszystko robi, zazwyczaj wyglądając tak, jak wygląda.