Dziennik Gazeta Prawana logo

Co jest dla mnie najważniejsze

6 lutego 2009, 19:33
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Zapytaliśmy przedstawicieli pokolenia ’89, co najbardziej liczy się w ich życiu. Czy rzeczywiście są tylko egoistami, którzy dla własnej przyjemności są gotowi poświęcić wszystko.


Dla mnie najważniejsza jest przyjaźń, czyli poczucie że ktoś się o mnie martwi, tęskni za mną i godzinami rozmawia. Moi przyjaciele są nietypowi, jednego znam od 12 lat. Wiemy o sobie wszystko, przez co potrafimy sobie doskonale pomóc. Wymieniamy się książkami, razem byliśmy w harcerstwie. Zawsze mamy temat do rozmowy. Ale najpiękniejsze są chwile, kiedy milczymy i ta cisza wcale nam nie przeszkadza. Drugą przyjaciółką jest dziewczyna, która strasznie mnie denerwowała, kiedy ją poznałem. Lecz znaleźliśmy wspólny temat - Bóg. Nasze zafascynowanie Kościołem i niesamowite zaufanie owocuje przegadanymi nocami.

Jest też moja była dziewczyna. Jesteśmy przykładem tego, że najważniejsza w związku jest przyjaźń, która przetrwa nawet rozstanie. Przyjaźń to dla mnie wspólne łażenie po górach, zaraźliwy śmiech i wspomnienia. Moi przyjaciele mnie akceptują i to jest dla mnie najważniejsze. O każdej porze dnia i nocy mogę zadzwonić czy przyjść i wypłakać się w rękaw.


Pozycję w towarzystwie mogę odrzucić bez żalu, ale miłość i więzy rodzinne to przecież coś, bez czego trudno jest mi siebie zidentyfikować. Ale najważniejsza wydaje mi się przyjaźń. Przyjaźń, w której obie strony na siebie liczą, rozumieją się nawzajem. W marcu ubiegłego roku zmarł mój dziadek. Był osobą, która jak nikt inny ukształtowała moje życie. Pokazał mi wartości, wskazał cele i sposoby, którymi je osiągnę. To właśnie on wprowadził mnie w dorosłość i pozwolił dojrzeć w otoczeniu, które miało mi dać jak najlepszy start. Do dziś wspominam nasze rozmowy, kłótnie i spędzone wspólnie chwile.

Chociaż był ode mnie starszy, mądrzejszy i stokroć bardziej doświadczony życiem, specjalnie dla mnie zszedł na mój poziom i stał obok mnie. Mógłbym go nazwać mentorem, przewodnikiem, ale w rzeczywistości był moim najlepszym przyjacielem. I pozwolił mi zrozumieć, że bez takich więzi z innymi trudno dobrze i szczęśliwie żyć. Od czasu, gdy to zrozumiałem, minęło już kilka lat. Mam grono dobrych znajomych, jestem w związku z kimś, kogo kocham. Ale moje stosunki ze wszystkimi najważniejszymi dla mnie osobami, bez względu na ich charakter, mogę nazwać przyjaźnią. Taką, która ma trwać wiecznie.


Przypuszczam, że wielu z was oskarży mnie o cynizm i konformizm, ale kto dzisiaj nie potrafi się dobrze sprzedać, jutro prawdopodobnie będzie nikim. Dla mnie najważniejszym credo w życiu jest wdrapanie się na sam szczyt zawodowej kariery i późniejsze czerpanie z tego tytułu korzyści.

Chodzę do jednego z podkrakowskich liceów, zaznaczę, że raczej nierenomowanego, lecz nacisk pedagogów uczących w mojej szkole zmusił już niejednego ucznia do zmiany otoczenia. W naszej szkole jest wyścig szczurów wśród uczniów, w którym świadomie biorę udział, ponieważ świetnie zdaję sobie sprawę, że im więcej uda mi się w siebie wcisnąć wiedzy, im więcej czasu wolnego poświecę na naukę, tym łatwiej dostanę się na najlepsze uczelnie, łatwiej przyjdzie mi robienie kariery i sprostanie współczesnemu świat.

Nie interesują mnie ani zawiłości polskiej historii, ani klonowanie DNA, tym bardziej nie interesują mnie funkcje trygonometryczne, ale jestem w stanie to wszystko przyswoić, poświęcić młodość, aby za wszelką cenę stanąć kiedyś na piedestale społeczeństwa, zrobić karierę i wygodnie egzystować.


Najbardziej liczy się dla mnie w życiu moja wiara, moje chrześcijaństwo. I nie ma w tym cienia rzucania sloganami. Nie pochwalę się żadnym spektakularnym wydarzeniem, które pokazałoby, że to właśnie religia jest tą wartością najważniejszą. Ja ani też nikt z moich bliskich nie wisieliśmy nad przepaścią, modląc się o ocalenie. Nie uniknąłem cudem wypadku, nie spotkałem się bezpośrednio z jakimś uzdrowieniem itd. Bóg, wiara to wartość, która objawia się u mnie prozaicznie i fascynująco zarazem.

Owszem, to ja kształtuję swoje życie, jednak w oparciu o to, co mówi mi Bóg. Nie tyczy się to bynajmniej jakichś pustawych i trudno definiowalnych abstrakcji, jak uczciwość, moralność, ale tego wszystkiego, co konkretnie się na moje życie składa: relacje z rodziną, przyjaciółmi, kumplami; moje wykształcenie, stosunek do samego siebie. Słowem codzienności. A jednocześnie relacja z Bogiem zabiera z tejże codzienności nudę, stagnację. Widzę też, jak w różnych sytuacjach Bóg temperuje we mnie pyszałka czy też uczy racjonalnego myślenia i jak to znajduje kapitalne odzwierciedlenie w jakości mojego życia: moich relacji, wyborów.


Co naprawdę dla mnie się liczy w życiu? To proste - rodzina. A moja jest dla mnie na tyle ważna, że żadne pieniądze czy sukcesy zawodowe nie dadzą mi nigdy tyle szczęścia. Brzmi to jak nierealna bajka? Być może. Ale wbrew pozorom moja jest rozbita. Mój ojciec, niczym Kazimierz Marcinkiewicz, pewnego dnia po prostu odszedł (z 19-latką), tłumacząc się beztrosko, że ma prawo do szczęścia. To była i nadal jest wielka trauma. Miałabym prawo powiedzieć, że moje życie się rozpadło. Ktoś może się dziwić, jak mogę wychwalać zalety rodziny, skoro moja zawiodła?

Nie. Zawiódł mój ojciec, ale nie rodzina. Wkrótce po odejściu urodził się mój długo wyczekiwany brat. Nie ukrywam - było i jest ciężko. Ale mamy siebie. Wspólna tragedia bardzo nas do siebie zbliżyła i wiem, że nigdy nie byłybyśmy w tak bliskich relacjach jak teraz. Oczywiście zdarzają się drobne nieporozumienia, ale są to zwykłe spory zbuntowanej nastolatki z wiecznie martwiącą się matką. Czy mimo wszystko moja rodzina, która nigdy przecież nie będzie już modelowa, daje mi poczucie bezpieczeństwa? Tak. Oczywiście odczuwam brak ojca. Ale nigdy nie powiem, że w moim dzieciństwie zabrakło miłości w rodzinie.


Pablo Casals, hiszpański kompozytor hymnu pokoju dla ONZ, mówił kiedyś, że podstawową funkcją we wprowadzeniu dziecka do społeczeństwa jest wzbudzenie w nim przekonania o swojej wartości i swojej roli w świecie. Możesz zostać Szekspirem, Michałem Aniołem, Beethovenem. Stać Cię na wszystko - przekonywał. Mam to szczęście, że w całym procesie dojrzewania moi rodzice prezentowali podobne stanowisko. Powtarzali: jeśli tylko chcesz, jesteś w stanie zrobić wszystko; jeśli uważasz to za stosowne, rób to; nie bój się głosić swoich poglądów.

Ukształtowali we mnie postawy, mam nadzieję, charakterystyczne dla świadomego obywatela, czyniąc ze mnie osobę wręcz nadpobudliwą w aktywności społecznej. Gdy na początku 2008 rozpoczynałem akcję Pamiętam. Wspieram dla Muzeum Powstania Warszawskiego, to właśnie rodzice byli najostrzejszymi krytykami, ale i najlepszymi recenzentami. Podpowiadali, jak działać, wspierali, by się udało. Wśród wielu innych zasług uczynienie ze mnie człowieka o otwartym umyśle i określonych, wspólnie wypracowanych zasadach i wartościach szczególnie pomoże mi w dorosłym życiu. Dziękuję.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj