Gdy TVN startował, na rynku bezsprzecznie królowała telewizja publiczna, od czterech lat istniał już Polsat Zygmunta Solorza-Żaka. Walter miał problem z uzyskaniem koncesji. Początkowo pozwalała mu na nadawanie na terenie centralnej i północnej Polski. Dzięki połączeniu z Telewizją Wisła TVN pojawił się także w południowej Polsce. Do dziś jednak zasięg jest jednym z większych problemów stacji, jest obecna na około 86 proc. powierzchni Polski.
3 października 1997 roku TVN wystartował równo o godz. 19 "Faktami", nad których tworzeniem pracowali Tomasz Lis i Grzegorz Miecugow. "Fakty" są zresztą jedynym programem, który przetrwał od początku istnienia telewizji. Były oczkiem w głowie Mariusza Waltera, którego ambicją było stworzenie alternatywy dla "Wiadomości" w TVP. Gdy Tomasz Lis szedł poprowadzić pierwszy program, Walter wręczył mu na szczęście dwa gipsowe muminki. Dziennikarz trzymał je na biurku.
Na początku "Fakty" były emitowane o godz. 19.30, po kilku miesiącach przeniesiono je na 19. TVN przegrywał starcie z telewizją publiczną. "Pierwsze wydanie <Faktów> było jedną wielka porażką. Materiały były słabe, a ja już w drugim zdaniu zrobiłem błąd. Wielu szydziło z nas, politycy ignorowali naszych reporterów. Przez rok nie mogliśmy się wygrzebać z oglądalności na poziomie 120 tysięcy. Na szczęście sukces przyszedł w odpowiednim momencie" - wspomina Tomasz Lis.
"Nie zgadzaliśmy się z decyzją prezesa Waltera o przeniesieniu <Faktów> na 19" - mówi Grzegorz Miecugow. Dodaje, że wtedy wraz z Tomaszem Lisem myśleli, że już po kilku latach uda się im pokonać „Wiadomości”. Tak się jednak do dziś nie stało. "Gdy 10 lat temu <Fakty> i TVN startowały, nie miałem poczucia, że mogą zdetronizować moją ówczesną firmę, czyli TVP. Zazdrościłem im bardzo tego niebieskiego koloru, bo wtedy w telewizji eksperymentowano z jakimiś brązami" - wspomina Kamil Durczok, dziś szef "Faktów". Jego przejście z TVP było wielkim sukcesem TVN. Ten transfer pomógł zatrzeć złe wrażenie po odejściu z Tomasza Lisa w 2004 r., zaraz po tym, gdy "Newsweek Polska" umieścił jego nazwisko w rankingu kandydatów na prezydenta. Wybuchł skandal. Jego odejście było szokiem dla dziennikarzy TVN. Do dziś to wydarzenie jest wymieniane jako jedna z największych porażek stacji. "Program zostawiałem, czując, że jest taki, jaki sobie wymarzyłem. W żadnym momencie nie miałem poczucia, że moim sukcesem będzie to, że <Fakty> nie poradzą sobie beze mnie. Trenerzy się zmieniają, ale to wciąż ta sama dobra drużyna. To był dziki fart, być wtedy w tym pociągu, który odjeżdżał 3 października" - mówi Tomasz Lis. Teraz coraz częściej mówi się o jego powrocie do TVN.
Dziś TVN jest stacją, z którą związane są największe gwiazdy polskiej telewizji. Wystarczy wspomnieć Kamila Durczoka, Justynę Pochanke, Monikę Olejnik, Szymona Majewskiego czy Ewę Drzyzgę. Ta ostatnia od siedmiu lat prowadzi "Rozmowy w toku". Przyznaje, że nie chciała pracować w TVN. "Andrzejowi Sołtysikowi powiedziałam: <Daj spokój, jestem zajęta>. Ale potem z propozycją prowadzenia programu odezwał się Edward Miszczak, jemu już trudno było odmówić. Roztoczył wizję, wsiadł na ambicję i się zgodziłam" - przyznaje w DZIENNIKU dziennikarka.
Nie żałuje tej decyzji i z rozrzewnieniem wspomina atmosferę w redakcji. "Życie redakcyjne skupiało się wokół charakteryzatorni, tam się przewijała cała ekipa. Wchodzili też goście, myśląc, że to toaleta, przebieralnia, wszędzie unosiły się zapachy z sąsiedniego barku. Mimo całego tego zamieszania potrafiłam zasnąć w fotelu przed nagraniem" - dodaje.
Tomasz Zubilewicz, prezenter pogody (od początku w stacji - przyp. red.), mówi, że w TVN mógł rozwinąć skrzydła. "Gdy pracowałem w TVP i na wizji chciałem poluzować krawat, zdjąć marynarkę, słyszałem, że tego nie życzą sobie widzowie. Tutaj mogłem robić mały show" - przyznaje.
TVN słynie z tego, że nie boi się wprowadzać nowości. Tym różni się od konserwatywnej telewizji publicznej. "Od początku przyświecała im idea: My wam pokażemy! My idziemy na całość" - mówi Maciej Mrozowski, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. TVN jako pierwszy wprowadził na rynek reality show ("Agent", "Big Brother"), ale też pierwszą stację informacyjną, czyli TVN24. "Już w 1998 r. Mariusz Walter poprosił mnie o przygotowanie ramówki telewizji newsowej. To ją napisałem. Brakowało wozów transmisyjnych, ludzi, a on wierzył, że uda się taką telewizję stworzyć" - wspomina Miecugow.
Maciej Mrozowski przyznaje, że szefostwo TVN liczyło na zbyt łatwe zwycięstwo. "Oczekiwali, że w ciągu dwóch lat zdobędą piątą część rynku, ale szybko zweryfikowali swoją strategię, okazało się, że to nie będzie blitzkrieg, ale długi marsz. To nie dlatego że rynek był za trudny, ale widzowie zbyt konserwatywni" - tłumaczy w DZIENNIKU Mrozowski. Po 10 latach można powiedzieć jedno: kupili ofertę tej telewizji. W 1997 r. TVN oglądało średnio 275 tys. osób. Wrzesień tego roku stacja kierowana przez Piotra Waltera, który schedę po ojcu przejął w 2001 r., zamknęła średnim wynikiem 957 tys. widzów (dane AGB Nielsen Media Research).