Wojskowe Komendy Uzupełnień w całym kraju w ekspresowym tempie łatają dziury w jednostkach wojskowych. Ich celem są mężczyźni urodzeni w latach 1982-1987. Liczba przeznaczonych do wcielenia: 31 tysięcy - donosi DZIENNIK.

Informację tę potwierdza Aleksander Szczygło, szef Kancelarii Prezydenta RP, a do niedawna wiceminister MON. "Nie musielibyśmy tego robić, gdyby za rządów SLD nie doszło do tak gigantycznych braków kadrowych. Mamy teraz do czynienia z kumulacją rozdawanych przez lata odroczeń" - tłumaczy.

Tymczasem poborowi mają swoje sposoby na unikanie wcielenia w kamasze. Nie odbierają wezwań z WKU, wyjeżdżają za granicę, udają narkomanów lub alkoholików. Ale armia ma też swoje sposoby. Jeśli poborowy nie odbiera listów, przychodzi po niego policja. Jeśli przyszły żołnierz lub jego rodzina odebrała bilet do jednostki, policja będzie szukała rekruta nawet za granicą. Dodatkowo WKU występuje wówczas do sądu o wszczęcie procesu karnego.