"Nie wiedziałam, co mam robić. Jestem chora, ledwo chodzę. Myślałam, że zginę z całym moim dobytkiem. Nie miałam siły na nic. Siadłam na krześle i zaczęłam płakać" - opowiada pani Maria. - "Nagle przybiegł mój mąż i zaczął ratować, co tylko mu wpadło w ręce. I co z tego, że uratowaliśmy dywany, telewizor i odkurzacz? Woda zniszczyła nasz dom, dopiero co wyremontowany" - dodaje.
Niektóre domy zalane zostały do wysokości 1,5 metra. Zniszczone są fundamenty, a gdzieniegdzie świeżo położone tynki trzeba będzie teraz skuwać. W takiej sytuacji jest kilkadziesiąt gospodarstw na ziemi kłodzkiej, przez które przeszła fala powodziowa.
Zatopione są nie tylko gospodarstwa, ale również drogi. "Kiedy słyszymy, że rząd mówi, że u nas nie było powodzi, to krew się burzy w żyłach" - mówią mieszkańcy okolic Kłodzka w rozmowie z "Faktem".