W wakacje, kiedy liczba zwiedzających w ogrodach zoologicznych rośnie średnio o 30 procent, raptownie wzrasta liczba chorych zwierząt. Wszystko dlatego, że spacerowicze pchają do klatek chipsy, cukierki, kiełbasę - wylicza DZIENNIK. A zwierzętom to po prostu szkodzi. Najgorsze jest jednak to, że ludzie podrzucają do klatek groźne przedmioty.

Idiotyzm nie zna granic. Ktoś podarował małpie zapalniczkę, a ta natychmiast nauczyła się, jak ją obsługiwać. Tylko sekundy brakowało, żeby stała się żywą pochodnią. Kolejny zwiedzający sprezentował niedźwiedziowi butelkę wina.

Dyrektor krakowskiego zoo Józef Skotnicki pamięta, że kiedyś ktoś dał do połknięcia strusiowi ostro zakończony z obu stron drut. Długi na 15 centymetrów. Ptak nie przeżył. Z kolei z brzuchów padłych uchatek wydobyto pół wiadra żyletek, haczyków i kamieni. "Była też straszna moda na dawanie naszym podopiecznym gwoździ, długopisów i kolców" - wspomina w rozmowie z DZIENNIKIEM dyrektor.