Zbigniew Religa opisywał posłom sytuację, w której zetknął się z Mirosławem G. Było to jakiś czas temu - mówił minister. Kardiochirurdzy w Zabrzu akurat szykowali się do przeszczepu serca u pacjenta, którego życie było zagrożone. Szefem zabrzańskiej kliniki był wtedy Religa, ale ponieważ był to weekend, pojechał do Warszawy. Telefonicznie zgodził się na przeprowadzenie operacji.
Po jakimś czasie lekarze z Zabrza znowu do niego zadzwonili i poinformowali, że Ministerstwo Zdrowia kazało im przerwać przygotowania do zabiegu. Okazało się, że wcześniej do dyżurnego lekarza kraju zatelefonował pracujący wtedy w krakowskiej klinice Mirosław G. i powiedział, że potrzebuje organu do transplantacji serca u biskupa.
"W związku z tym on zatrzymał procedurę zabrzańską i zapowiedział, że będzie robił przeszczep, przy czym ksiądz biskup nie był w sytuacji, w której wymagał natychmiastowego przeszczepu" - zaznaczał w Sejmie Zbigniew Religa. Określił go jako człowieka, który nie kieruje się zasadami etyki, a własnymi korzyściami. Jak twierdzi, odradzał zatrudnianie Mirosława G. w szpitalu MSWiA.