"Nasze ustawodawstwo w wypadku zagrożenia życia i zdrowia matki pozwala zabić dziecko. Jeżeli lekarze nie uznali, że jest to tego rodzaju zagrożenie, to znaczy, że tego zagrożenia nie było" - tłumaczy Halina Nowina-Konopczyna, posłanka LPR Sejmu poprzedniej kadencji. Dodaje, że ona wolałaby nie być na miejscu córki Alicji Tysiąc. Bo dziewczynka kiedyś dowie się, o co chodziło jej matce, starającej się o odszkodowanie przed Trybunałem w Strasburgu.

"Kiedy Alicja Tysiąc starała sie o aborcję, jeszcze nie była matką dziecka. Był to dopiero jakiś potencjalny byt" - odpowiada Wanda Nowicka, przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. I dodaje, że "jak już dziecko się urodzi, to jest zupełnie inna sytuacja". Nowicka przekonuje też, że kobieta z pewnością będzie umiała wytłumaczyć swojej córce, że miała prawo podjąć taką decyzję. Sama przyznaje, że wyrok bardzo ją cieszy. "Nigdy nie miałyśmy wątpliwości, że Alicji Tysiąc stała się krzywda i niesprawiedliwość" - podsumowuje.

Sprawa Alicji Tysiąc była jedną z najgłośniejszych, jakie wytoczono Polsce przed strasburskim trybunałem. Dziś sędziowie przyznali rację Polce i stwierdzili, że polscy lekarze złamali prawo do życia prywatnego kobiety, odmawiając jej aborcji. Alicja Tysiąc po urodzeniu dziecka niemal całkiem straciła wzrok. Zgodnie z wyrokiem Trybunału, Polska będzie musiała wypłacić kobiecie 25 tysięcy euro odszkodowania. To prawie 100 tysięcy złotych.

Drogie Czytelniczki!

Jeżeli stanęłyście przed podobnym dylematem, jak Alicja Tysiąc, opiszcie swoje doświadczenia i historie.


E-maile prosimy przysyłać pod adres:opinie@dziennik.pl