Łódź opanowała szaleńcza moda! Młodzi ludzie szukają sposobów, by podnieść sobie ciśnienie. Do internetu trafił film z przejażdżki na dachu tramwajem nr 14. Stojący na tylnym pomoście chłopak otwiera okno, opiera się poręcz i podciąga rękami na dach. Cała operacja zajmuje kilka sekund.
"Bohater" filmu wydostaje się na dach tramwaju i jedzie tak kilkaset metrów, filmując swą podróż. Widać, jak "czternastka"
wjeżdża pod wiadukt. Między dachem a betonowym stropem jest niespełna metr! Jeszcze niżej są przewody trakcyjne! W każdej chwili ta zabawa może zakończyć się tragedią! Koledzy
bezrozumnego śmiałka dopingują go: Wytrzymaj, jeszcze trochę! - opisuje "Fakt".
Kiedy tramwaj zbliża się do kolejnego przystanku, desperat wraca do wagonu przez okno po przeciwnej stronie. Najpierw puka w szybę, prosząc kumpli, by ją rozsunęli. A potem, jak gdyby nigdy nic, wskakuje do środka. Ten film zaszokował łódzką policję i pracowników komunikacji miejskiej.
"Dziwi mnie, że nikt z pasażerów nie zaalarmował motorniczego ani policji" - łapie się za głowę Bogumił Makowski, rzecznik łódzkiego MPK. Sprawą zajęła się policja.
"Fakt" dotarł do chłopaka z filmu. Jak sam mówi, jazda na dachu to "superzabawa" i "nie lada wyzwanie". Staszek, bo tak się przedstawia, wyznaje, że bez takiej adrenaliny nie potrafi już żyć. Także jego koledzy z blokowiska na osiedlu Retkinia kiwają z uznaniem głowami dla jego wyczynu. "Jest na razie najlepszy. Najdłużej wytrzymał na dachu" - podkreślają.
Kiedy tramwaj zbliża się do kolejnego przystanku, desperat wraca do wagonu przez okno po przeciwnej stronie. Najpierw puka w szybę, prosząc kumpli, by ją rozsunęli. A potem, jak gdyby nigdy nic, wskakuje do środka. Ten film zaszokował łódzką policję i pracowników komunikacji miejskiej.
"Dziwi mnie, że nikt z pasażerów nie zaalarmował motorniczego ani policji" - łapie się za głowę Bogumił Makowski, rzecznik łódzkiego MPK. Sprawą zajęła się policja.
"Fakt" dotarł do chłopaka z filmu. Jak sam mówi, jazda na dachu to "superzabawa" i "nie lada wyzwanie". Staszek, bo tak się przedstawia, wyznaje, że bez takiej adrenaliny nie potrafi już żyć. Także jego koledzy z blokowiska na osiedlu Retkinia kiwają z uznaniem głowami dla jego wyczynu. "Jest na razie najlepszy. Najdłużej wytrzymał na dachu" - podkreślają.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl