Magdalena Janczewska: Strażnik więzienny w Sieradzu nagle, bez wyraźnej przyczyny, otwiera ogień do trzech policjantów i konwojowanego więźnia. Funkcjonariusze giną. Pytanie, czy można było temu zapobiec, jest banalne, ale samo ciśnie się na usta. Przecież takie zachowanie można było przewidzieć.
Jacek Doliński: Stany nagłe w ludzkiej psychice są czasem jak uderzenie pioruna, nie można ich przewidzieć. Prowadziłem kilka podobnych spraw. Jedna z osób, które badałem, obudziła się pewnego ranka i nagle, ni z tego, ni zowego, zadźgała pięć osób: swoją rodzinę i sąsiadkę.
Ale musi być przecież jakiś konkretny powód. Desperacja nie bierze się z niczego, zawsze jest ciąg przyczynowy, który do niej prowadzi. A więc obserwując zachowania człowieka, można nabrać podejrzeń, że zrobi coś nieodpowiedzialnego.
Ależ wcale nie. Jest to tak zwana przez specjalistów reakcja krótkiego spięcia. Wybuch spowodowany kumulacją nagromadzonych emocji. Podłożem takiego zachowania mogą być zarówno czynniki endo-, jak i egzogenne. Pierwsze, wewnętrzne, mogą być spowodowane początkami psychozy, drugie, zewnętrzne, np. problemami rodzinnymi albo w pracy.
Czyli taka osoba może zachowywać się całkiem zwyczajnie i nagle zacząć zabijać? Naprawdę nie ma żadnych symptomów, które mogłyby ostrzec otoczenie? Zdrowy człowiek nie może ot tak, po prostu, zwariować w jednej chwili.
Czasem kilka dni przed wybuchem pojawia się tzw. aura przedpsychotyczna. Osoba jest pobudzona, zaniepokojona, może mieć urojenia, zachowywać się nieswojo albo wręcz być dziwnie spokojna i wyciszona. Ale takie sygnały niewerbalne są zazwyczaj ignorowane albo bagatelizowane przez otoczenie. Dopiero po fakcie zaczynamy je rozumieć i analizować.
Czyli jednak można przewidzieć, że dojdzie do wybuchu. Co więcej, osoba, na której spoczywa bardzo duża odpowiedzialność, np. strażnik więzienny, który codziennie dostaje do ręki broń z ostrą amunicją, powinien być poddawany szczególnie wnikliwej obserwacji. Jak trzeba postępować, widząc, że ktoś, z kim współpracujemy, zaczyna się dziwnie zachowywać?
Przede wszystkim należy podjąć rozmowę, nie zostawiać go samego i skonsultować się ze specjalistą. Szczególnie w takim przypadku, gdy jest to człowiek pracujący w tak trudnych warunkach jak więzienie i posiadający pozwolenie na broń. W końcu wtedy ryzyko jest znacznie większe.
No właśnie. Czy takie osoby nie powinny być poddawane regularnym badaniom psychologicznym?
To już pytanie nie do mnie, ale do szefów instytucji, w których pracują. Wiem jedynie z doświadczenia, że osoby posiadające pozwolenie na broń do obrony własnej mają obowiązek poddawania się badaniom raz na pięć lat. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ten strażnik, który pracował w więzieniu od sześciu lat, mógł w tym czasie wcale nie konsultować się z psychologiem.
Czy podczas takiego badania osoba, która ma początki psychozy, może wywieść specjalistę w pole i zasymulować zupełnie zdrowego? Można przecież oszukać nawet wykrywacz kłamstw.
Jeśli psycholog operuje dobrymi narzędziami i jest fachowcem - to jest to bardzo mało prawdopodobne. Uważam, że gdyby ten strażnik był wcześniej badany, to być może udałoby się zapobiec tej tragedii.
"Podłożem takiego zachowania mogą być zarówno czynniki endo-, jak i egzogenne. Pierwsze, wewnętrze, mogą być spowodowane początkami psychozy, drugie, zewnętrzne, np. problemami rodzinnymi albo w pracy" - mówi DZIENNIKOWI Jacek Doliński, psycholog z Olsztyna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama