Natychmiast zaopiekował się nim lekarz. Kiedy aktor otworzył oczy, zdołał jedynie wyjąkać, że powalił go potworny ból w udzie. Burczykowi zrobiono okłady z lodu, ale niewiele to dało. Ból nie ustępował, więc zawieziono go do szpitala.
"A tam lekarz powiedział, że trwa strajk. I ponieważ Paweł nie umiera, to nie zostanie przyjęty. Można powiedzieć, że nas po prostu wyrzucono" - żali się "Faktowi" Olimpia, żona aktora.
Do domu Paweł wrócił już o kulach - na szczęście były w ambulansie, który dyżurował na planie. Aktor cały czas leży i przyjmuje silne środki przeciwbólowe. Dziś będzie miał badanie USG, które wykaże, czy to zerwane ścięgno, czy coś innego odebrało mu przytomność - pisze "Fakt".
Taka kontuzja to dla aktora niepowetowana strata. "Obawiam się, że nie będzie mógł grać i ujęcia z nim trzeba będzie wyciąć" - martwi się Olimpia. Aktor do roli przygotował się perfekcyjnie, zmienił wygląd, na jego głowie pojawił się tleniony irokez, intensywnie opalał się w solarium.
Burczyk jest jednym z nielicznych polskich aktorów znających sztuki walki. Bardzo się cieszył, że na planie będzie mógł to wykorzystać. I to wszystko pójdzie być może na marne przez jeden nieszczęśliwy krok - pisze "Fakt".