Po odbiór pism do centrali policji wysłano specjalne radiowozy z komend wojewódzkich. Stamtąd dystrybuowano je niżej – do komend miejskich, powiatowych, w końcu do komisariatów i posterunków. – Wydrukowane zostały gustownie. Użyto czarnej czcionki, a podpis premiera niebieską farbą. Oprawiłem w ramkę – przyznaje oficer z Komendy Głównej Policji.
Według naszych rozmówców koszt operacji to przynajmniej 20 tysięcy złotych – składają się na to koszty druku i transportu. Podobne akcje jak poinformowała wtorkowa „Rzeczpospolita”, list z identyczną obietnicą premiera otrzymali żołnierze. Akcje przeprowadzono także w Straży Granicznej czy Biurze Ochrony Rządu.
Pieniędzy na listy od premiera nie zabrakło, choć w policji dziś brakuje na wszystko. W komendach powiatowych nie ma na papier. Wyłączane są ksera, a za przekroczenie limitu na rozmowy telefonicznie dopłacają nawet komendanci główni. – Jestem już spokojny, że nikt nie będzie grzebał przy moich prawach emerytalnych, a wcześniej nie byłem tego pewien – przyznaje uczciwie jeden z rzeczników policji. Według niego dotąd w szeregach policji panowało przekonanie, że np. odebrane zostaną odprawy – sześciomiesięczna po 15 latach, a dwunastomiesięczna po 30 latach pracy. Wcześniej zapowiedzi daleko idących zmian w systemie płynące z ust ówczesnego wicepremiera Grzegorza Schetyny doprowadziły do dwóch potężnych policyjnych demonstracji.
Nie oznacza to jednak, że zmian w emeryturach mundurowych nie będzie. Premier zapewnił jedynie, że nie zmienią się zasady emerytalne wobec już służących funkcjonariuszy i żołnierzy.