W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie nieprawomocnie uwzględnił główną część pozwu Koteckiej wobec b. reportera "Wiadomości" (żądała od niego 50 tys. zł zadośćuczynienia).

Reklama

Zgodnie z wyrokiem Słapek ma przeprosić powódkę za swe wypowiedzi, dokonane "bez żadnych podstaw prawnych" - że miała ona dopuszczać się działań korupcyjnych lub bliskich korupcji. Ma to uczynić w ogłoszeniach opublikowanych na własny koszt na 1. stronie "Dziennika Gazety Prawnej", na 3. stronie "Rzeczpospolitej" i na stronie internetowej Dziennik.pl (przeprosiny mają się tam znaleźć na siedem dni). Słapek ma też ponieść 8,4 tys. zł kosztów procesu.

W listopadzie 2007 r. nieistniejący już "Dziennik", opierając się na relacji Słapka, napisał w artykule pt. "Korupcja w TVP", że Kotecka wywierała naciski na reporterów, by przygotowywali materiały kompromitujące PO. Według Słapka "były momenty, kiedy dochodziło do sytuacji bliskich korupcji" - Kotecka jakoby sugerowała, że dobrze mu zapłaci za ten reportaż. Nieprzyjęcie jej oferty miało być powodem zwolnienia go z "Wiadomości".

Kotecka zaprzeczyła zarzutom i wytoczyła Słapkowi proces o ochronę dóbr osobistych, żądając od niego przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia za sugestię korupcji. Według niej przyczyną rozstania ze Słapkiem była jego "konfliktowość, ale przede wszystkim wątpliwości co do rzetelności dziennikarskiej".

Strona pozwana wnosiła o oddalenie pozwu, dowodząc, że słowa Słapka były prawdziwe, a nie może on brać odpowiedzialności za to, co z jego wypowiedzią zrobił "Dziennik". Wydawca "Dziennika" przeprosił już wcześniej TVP i Kotecką.



Reklama

Sąd uznał, że materiały sprawy uprawniają do wniosku, że takiej rozmowy Koteckiej ze Słapkiem nie było. W uzasadnieniu wyroku sędzia Elżbieta Dobrowolska-Pessel powołała się m.in. na ustalenia postępowania wyjaśniającego w TVP, że pozwany nie umiał przedstawić bliższych okoliczności tej rozmowy. Według sądu Słapek nie przedstawił ich też w sądzie.

Sędzia podkreśliła, że pozwany nie umiał także wyjaśnić, dlaczego zaraz po swej domniemanej rozmowie z Kotecką nie powiadomił o tym przełożonych ani nie zawiadomił prokuratury o próbie korupcji, a po pewnym czasie udzielił zaś wypowiedzi prasowej. Zdaniem sądu przesłuchani świadkowie słyszeli o sprawie tylko z plotek i nie potrafili powiedzieć, czy także ktoś inny miał być korumpowany.

Przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia sąd kierował się kwotami zwyczajowo przyjmowanymi przez sądy w takich sprawach oraz tym, by nie doprowadzić do "znacznego pogorszenia sytuacji materialnej pozwanego".

"Nie można rzucać bezpodstawnych pomówień" - mówił PAP po wyroku zadowolony pełnomocnik nieobecnej w sądzie powódki mec. Maciej Ślusarek. Przyznał zarazem, że koszt nakazanych przez sąd przeprosin może przewyższyć zasądzoną kwotę zadośćuczynienia. W sądzie nie było ani Słapka, ani jego adwokata (strona pozwana może złożyć apelację).

Podczas procesu Kotecka mówiła, że jest atakowana m.in. "z przyczyn pozamerytorycznych". Część mediów twierdziła, że tę posadę w TVP Kotecka zdobyła w 2007 r. dzięki protekcji związanego z nią Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości w rządzie PiS, obecnie eurodeputowanego. Jak doniosła ostatnio prasa, Kotecka niedawno wyszła za niego za mąż i spodziewa się dziecka.