Dyrektor konińskiej placówki Leszek Sobieski poinformował PAP w środę, że do czasu wyjaśnienia sprawy zawieszony jest kierownik oddziału ginekologiczno-położniczego - to jeden z lekarzy, który operował 33-latkę.

Mamy w swojej strukturze komisję ds. badania zdarzeń niepożądanych. To gremium odebrało oświadczenie od osób, które brały udział w jednej i drugiej operacji. Wykonaliśmy autopsję ciała pacjentki, czekamy na opisy patomorfologów. Próbki zabezpieczyła prokuratura, która zleci badania – podał Leszek Sobieski.

Dyrektor dodał, że kierownik oddziału ginekologiczno-położniczego jest na razie jedyną zawieszoną w tej sprawie osobą. Drugi z lekarzy, który brał udział w operacji, czeka na wyniki ustaleń dotyczących okoliczności śmierci 33-latki. Dla mnie jest też istotne, by zabezpieczyć ciągłość pracy oddziału – powiedział dyrektor.

Dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego dr. Romana Ostrzyckiego w Koninie wydała we wtorek oświadczenie w sprawie zdarzenia. Jak poinformowano, jest ono "szczegółowo badane przez szpital, celem ustalenia dokładnych jego okoliczności i ewentualnego związku z późniejszym zgonem chorej". Szpital zapewnił też, że "sprawdza obowiązujące procedury, by zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości". Leszek Sobieski powiedział w środę, że cały oddział ginekologiczno-położniczy zostanie poddany audytowi pod kątem ryzyka występowania zdarzeń niepożądanych.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie prok. Aleksandra Marańda informowała we wtorek, że dotyczące tej sprawy postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci, za co grozi kara do 5 lat więzienia oraz narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi trzyletnie więzienie.

Jak dodała, trwa gromadzenie materiału dowodowego; analizowana będzie dokumentacja medyczna, powołani zostaną biegli, przesłuchani świadkowie. Zebrany materiał dowodowy pozwoli ustalić, czy pomiędzy działaniem lekarzy z Konina a zgonem pani Emilii istnieje związek przyczynowy – podała rzeczniczka.

Fatalny błąd lekarski w szpitalu w Koninie. Podczas operacji zaszyto 33-letniej pacjentce ogromne narzędzie chirurgiczne. Kobieta zmarła kilka dni po jego wyciągnięciu. Prokuratura prowadzi postępowanie wyjaśniające w tej sprawie – informuje TVP Poznań.

Po operacji jajników pacjentka skarżyła się na silne bóle i czuła się coraz gorzej. Okazało się, że w jej ciele zaszyto... kilkudziesięciocentymetrową łyżkę chirurgiczną. Lekarz po badaniu rentgenowskim zdecydował o kolejnej operacji, aby wyciągnąć narzędzie. Kilka dni później kobieta zmarła – czytamy na stronie internetowej poznańskiego oddziału TVP.

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie Leszek Sobieski. przyznaje, że w trakcie pierwszej operacji doszło do fatalnego w skutkach błędu lekarskiego. Do drugiego otwarcia - jego zdaniem - nie powinno dojść .

Sprawą zajęła się już Prokuratura Okręgowa w Koninie.

Do sprawdzenia jest pełna dokumentacja medyczna. Według procedur, narzędzia przygotowane do zabiegu powinny być przeliczone przed i po operacji. Do wyjaśnienia pozostaje też najważniejsza kwestia - czy stan zdrowia pacjentki pogorszył się przez to, że lekarze zaszyli w jej ciele duże narzędzie chirurgiczne – donosi portal.

Czynności prowadzone są w kierunku art. 155 Kodeksu karnego w związku z art. 160 kodeksu, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci oraz narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia – powiedziała TVP Poznań rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie Aleksandra Marańda .

Za te czyny może grozić kara do pięciu lat pozbawienia wolności.