Sprawę głosowania w Tykocinie nagłośnił w mediach społecznościowych jeden z członków obwodowej komisji wyborczej. Opublikował też zdjęcia karteczek, gdzie ręcznym pismem zapisany został numer listy PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz numery na liście, imiona i nazwiska dwóch kandydatów: Karola Karskiego i Krzysztofa Jurgiela (obaj zdobyli mandaty europosłów).

Jak relacjonował wówczas rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa, ze zgłoszenia wynikało, że do komisji wyborczej przyjechała grupa osób niepełnosprawnych, dowiezionych z miejscowego DPS; osoby uczestniczące w głosowaniu miały przy sobie, na karteczkach, pozapisywane imiona i nazwiska osób z "jednego z komitetów wyborczych". Mówił też, że zebrane dowody wykluczają, by autorem tych zapisków mogła być osoba spoza grupy pensjonariuszy ośrodka.

Z zebranych dowodów wynikało, że kartki napisała jedna z pensjonariuszek Domu Pomocy Społecznej w Tykocinie. Potwierdziła to opinia grafologiczna, która jest w aktach sprawy. Kobieta przyznała, że to jej pismo. Twierdziła jednocześnie, że zrobiła to dla siebie i z własnej woli.

Art. 250 Kodeksu karnego mówi, że "kto, przemocą, groźbą bezprawną lub przez nadużycie stosunku zależności, wywiera wpływ na sposób głosowania osoby uprawnionej albo zmusza ją do głosowania lub powstrzymuje od głosowania, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Dlatego Prokuratura Rejonowa w Białymstoku sprawdzała, czy można było mówić - w tym przypadku - o spełnieniu przesłanek takiego czynu zabronionego. Po kilku miesiącach uznała, że do przestępstwa nie doszło. Nie było przemocy ani groźby bezprawnej, nie ustalono też, by doszło do naruszenia stosunku zależności. Z tego powodu śledztwo w tej sprawie zostało umorzone - poinformował  szef prokuratury Karol Radziwonowicz.

Odnosząc się do okoliczności sprawy prokurator dodał, że samo przekazanie kartek "nie wyczerpuje znamion" tego przestępstwa.