Alina Skowrońska uciekła z domu razem z czwórką dzieci i mamą. "Pewnego dnia jak wróciłam z pracy, mój mąż urządził mi piekło. Wiedziałam, że nie wytrzymam tego dłużej i następnego dnia po prostu wyszłam na zawsze" - opowiada "Faktowi" pani Alina. "Nie zabraliśmy ze sobą niczego, nie było na to czasu, byliśmy bez grosza" - wspomina ze łzami w oczach. Udało im się przeżyć tylko dzięki pomocy znajomego, który zapewnił im schronienie na kilka miesięcy.

I chociaż przez całe lata mąż pani Aliny regularnie urządzał całej rodzinie prawdziwe piekło, nie poniesie za to konsekwencji - oburza się "Fakt". Wszystko przez to, że żeby wnieść oskarżenie trzeba iść do lekarza sądowego, który wykonuje obdukcję. Takie badanie jednak kosztuje, i to niemało - nawet 225 zł! Pani Alina nie miała takiej kwoty. "Zanim udało mi się uzbierać całą sumę, ślady pobicia już znikły. Bardzo żałuję, że nie miałam dowodów, bo poszłabym do sądu. A tak to on teraz chodzi bezkarnie na wolności" - denerwuje się pani Alina.

"Zaświadczenie, że ktoś ma siniaka, może wydać każdy lekarz, ale nie każdy może stwierdzić w wyniku czego obrażenie powstało" - tłumaczy Grzegorz Wrona z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. "To, że ofiary przemocy muszą płacić za obdukcję to ewidentna luka w prawie" - przyznaje. Ale urzędnicy ministerstwa, mimo że o tym wiedzą, to nad zmianą ustawy nie pracują - zauważa "Fakt".

"Powinno być tak, że państwo finansuje obdukcję, a potem ściąga pieniądze od sprawcy" - przekonuje w "Fakcie" Beata Mirska z warszawskiego stowarzyszenia „Damy Radę”, które pomaga ofiarom przemocy domowej. Rocznie przychodzi do niej ok. 400 krzywdzonych w domu kobiet. Tylko połowa z nich może pozwolić sobie na tak drogie badanie. "Reszta najczęściej rezygnuje z pójścia na policję, bo brakuje dowodów" - mówi Mirska. W całej Polsce rocznie zgłasza się 35 tys. pobitych kobiet. Ale według szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w rzeczywistości ofiar przemocy domowej jest 10 razy więcej!

Dlatego właśnie stowarzyszenie „Damy Radę” postanowiło opracować swój projekt zmiany prawa. "Staniemy na głowie i znajdziemy jakichś przychylnych posłów, którzy się nim zajmą. Bo tak dalej być nie może!" - mówi twardo Beata Mirska.