– wylicza Leszek Zawadzki. Prowadzi w Krynicy Morskiej na Mierzei Wiślanej muzeum przyrodnicze. Przeniósł się tu ponad 20 lat temu z Warszawy. Uciekał od zgiełku, zanieczyszczeń i braku poszanowania natury. Teraz stare demony go doganiają.
Skąd się wzięły? Jak podkreśla, wystarczy poznać nieco tutejszą historię i topografię terenu. Do zalewu spływają od dekad wszystkie środki chemiczne z okolicznych pól. Poza tym od czasów wojny zatonęło tu sporo jednostek, część w wyniku ostrzałów i bombardowania. Tkwią na dnie. Na trasie przyszłego toru wodnego są tarliska. Ryb nawet teraz jest mało, a wkrótce ich nie będzie. podkreśla Leszek Zawadzki.
Odłóżmy chwilowo na bok ekologię. Zwolennicy przekopu mówią o kontenerowcach, które będą wpływać do Elbląga. – mówi stanowczo Leszek Zawadzki.
Wtóruje mu Tomasz, od prawie 10 lat pracuje w Krynicy, administrując apartamentami dla letników przy tutejszej ul. Teleexpressu. Pochodzi z Elbląga.odpowiada sobie sam. Mówi, że w ludziach był tu najpierw wielki optymizm: nareszcie coś się zrobi dla miasta, o którym po reformie administracyjnej stopniowo zapominano. Ale potem przyszła refleksja. –
CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>