Zabili człowieka i częściowo zjedli

Reklama

Na ławie oskarżonych zasiadło trzech z czterech oskarżonych – jeden z nich, Robert M., został doprowadzony z aresztu, w którym przebywa od 2017 r. Pozostali - Sylwester B., Rafał O. i Janusz S. - odpowiadają z wolnej stopy; Janusz S. nie pojawił się na sali rozpraw. W sprawę miał być także zamieszany piąty mężczyzna, Zbigniew B., który zmarł w 2017 r.

Wszyscy czterej oskarżeni są o pobicie i uwięzienie "ze szczególnym udręczeniem" mężczyzny o nieznanej dotąd tożsamości, a następnie zabicie go, przez ucięcie mu głowy "ze szczególnym okrucieństwem". Jak wskazała prokuratura, zrobili to w wyniku motywacji "zasługującej na szczególne potępienie". Mieli następnie rozczłonkować ciało, upiec je częściowo i zjeść. Miało do tego dojść w 2002 r. – między lipcem a październikiem, w okolicach wsi Łasko i w Strzelcach Krajeńskich.

Obecni na sali oskarżeni nie przyznali się do winy. Robert M. odmówił składania wyjaśnień podczas rozprawy, we wcześniejszych wyjaśnieniach wskazywał, że kontakt z pozostałymi oskarżonymi miał "znikomy".

Kim była ofiara?

Gdy w 2019 r. w szczecińskim Sądzie Apelacyjnym zapadło postanowienie o uchyleniu aresztu wobec dwóch z nich, sędzia Andrzej Olszewski wskazywał, że sprawa jest "nietypowa, ale też bardzo trudna, skomplikowana i bardzo ocenna".

Wszystkie dowody w tej sprawie zostały praktycznie zgromadzone. Jedynej rzeczy, której dotychczas nie ustalono, to – kim była ofiara (...) i nie znaleziono ciała ani żadnych jego szczątków – mówił wówczas sędzia Olszewski.

Zaznaczył, że podstawowe dowody to wyjaśnienia podejrzanego Rafała O., zeznania świadka i "kilka podsłuchanych rozmów".

Znane nam są opisy w prasie, że mamy tutaj do czynienia z "ohydną zbrodnią". To prawda, ale trzeba pamiętać, kogo dotyczy ta ohydna zbrodnia. Pewne też bulwersujące społeczeństwo fakty, które w tej sprawie występują, nastąpiły już po popełnieniu zbrodni zabójstwa, chodzi bowiem o kanibalizm. Trzeba też pamiętać, czemu miało to służyć – jedzenie szczątków ludzkich miało służyć temu, żeby każdą z osób, które były zamieszane w to zdarzenie – nie mówię, że brały w nim udział – na przyszłość przymusić do milczenia. I to chyba się po części udało - wskazał sędzia Olszewski.