Sprawa, którą Sieć Obywatelska Watchdog wytoczyła trzyosobowemu zarządowi Fundacji Lux Veritatis - w jego skład wchodzi o. Tadeusz Rydzyk, o. Jan Król i Lidia Kochanowicz-Mańk - dotyczy nieujawnienia wydatków fundacji z publicznych pieniędzy. Jak podkreślało stowarzyszenie, odpowiedzi ostatecznie udzielono, jednak była ona spóźniona i niepełna. Prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, a potem dwukrotnie je umorzyła. Stowarzyszenie złożyło więc do sądu subsydiarny akt oskarżenia.

Reklama

Mimo tego, że sąd zbierał się w tej sprawie już dwukrotnie, nie doszło jeszcze do odczytania aktu oskarżenia, czyli formalnego rozpoczęcia procesu. Ostatnia rozprawa poświęcona była rozpatrzeniu wniosków kierowanych przez obronę oraz prokuraturę. Jednym z nich był wniosek o zawieszenie sprawy z uwagi na postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym - o stwierdzenie niekonstytucyjności niektórych przepisów regulujących dostęp do informacji publicznej wnioskuje I prezes SN Małgorzata Manowska.

Oddalenie wniosku

Sędzia Katarzyna Bień uznała, że postępowanie przed TK nie stanowi przeszkody do kontynuacji procesu i zdecydowała o oddaleniu wniosku. Jak tłumaczyła, zawieszenie postępowania ma charakter wyjątkowy i nie może przekształcać się w narzędzie "blokowania pewnych decyzji", ani prowadzić do tego, by jakieś osoby "pozostawały długi czas w stanie oskarżenia". Sędzia podkreśliła, że do czasu rozstrzygnięcia Trybunału sąd jest zobowiązany samodzielnie ocenić przepisy dotyczące udostępniania informacji publicznej, a obecnie obowiązuje domniemanie ich konstytucyjności.

Postanowienie zostało zaskarżone przez obronę, jednak w środę Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał je w mocy. Oznacza to, że nie dojdzie do zawieszenia postępowania. Sąd nie wyznaczył jeszcze formalnie następnego terminu, jednak z wcześniejszych zapowiedzi wynika, że prawdopodobnie będzie to 30 czerwca. Nie wiadomo też, w jakim trybie odbędzie się kolejna rozprawa - ostatnia miała formę wideokonferencji, jako że o. Rydzyk oraz o. Król wraz z obrońcami obecni byli w Sądzie Rejonowym w Toruniu.

Kontrowersje

Reklama

Proces od samego początku budził kontrowersje. - Czy naprawdę w tej sprawie chodzi o to, żeby jawne były kwestie związane z finansami publicznymi? - pytał na początku kwietnia pełnomocnik o. Rydzyka mec. Maciej Zaborowski. Jego zdaniem media nie chcą wyjaśnienia tej sprawy. - Chcą jednego: zobaczyć na tej ławie oskarżonych naszych klientów. Chcą tego obrazka, kiedy oni wchodzą do sądu, wychodzą z sądu, jest odczytywany akt oskarżenia, co w sposób bezpośredni narusza ich dobra osobiste i w stawia w negatywnym świetle - przekonywał.

Pełnomocnik stowarzyszenia Watchdog mec. Adam Kuczyński odpowiadał z kolei, że organizacja, którą reprezentuje, "patrzy na ręce" różnym podmiotom. - Czynienie nam zarzutu z tego, że po pięciu latach od złożenia wniosku media stawiają się na rozprawie, jest trochę nie na miejscu - ocenił.

O tym, że "w sposób oczywisty i jasny widać", że sprawa jest "naciągana", mówił pod koniec kwietnia minister sprawiedliwości, szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro. - Instrumentalnie oraz bezpodstawnie próbuje się angażować sądy karne, by prześladować Fundację i osoby, które w wielu środowiskach są szanowane i cenione. Te działania są podejmowane właśnie po to, by je piętnować, atakować, niszczyć i pokazywać, że są stawiane pod pręgierzem oskarżeń karnych - przekonywał na antenie Radia Maryja.

Apel Rydzyka

W podobny sposób wypowiadał się sam o. Rydzyk. W apelu opublikowanym na stronie radia działania podejmowane przez stowarzyszenia nazwał "nękaniem", dodając, że nie rozumie, dlaczego jego fundacja ma "tłumaczyć się siłom spoza Polski". - Może odpowiedzieliby na to rządzący? Zadbajmy o Polskę; o to, co polskie i katolickie. Możemy pisać do rządzących z prośbą o wyjaśnienia, o co tu chodzi, na jakiej podstawie podejmowane są takie działania. Proszę katolickich posłów, senatorów, profesorów, prawników, wszystkich zwykłych ludzi, aby zaczęli działać. Proszę także o modlitwę – napisał.

W akcie oskarżenia powołano się na art. 23 Ustawy o dostępie do informacji publicznej, zgodnie z którym jeśli ktoś wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi nie udostępnia informacji publicznej, podlega on grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Przepis ten powiązano jednocześnie z przepisem Kodeksu karnego mówiącym o niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, obarczonym karą do 10 lat pozbawienia wolności.