A nauczyciel od wychowania początkowego z trudem panuje nad zdezorientowanymi dziećmi, które jeszcze kilka miesięcy temu chodziły do przedszkola.
.
”Przepełnienie źle wpływa na adaptację dzieci w szkole. Sześcio- i siedmiolatki są zagubione: mają nowe obowiązki, widzą nowe twarze. Potrzebują więc uwagi, którą trudno
zaspokoić, jeżeli w klasie jest 30 osób” tłumaczy pedagog Urszula Moszczyńska. . Podkreśla, że wyrównywanie
szans edukacyjnych, co zakładała wielka reforma minister Katarzyny Hall, najlepiej sprawdza się w grupach niezbyt licznych. Bo tylko wtedy nauczyciel ma dobry kontakt z uczniem, może kontrolować
jego postępy w nauce czy relacje z kolegami.
. Stąd właśnie nowy zapis w rozporządzeniu wprowadzającym nową podstawę programową: . – To optymalna liczba uczniów, która umożliwia realizację programu nauczania i indywidualne podejście do ucznia – mówi rzecznik resortu edukacji Grzegorz Żurawski.
. Pytani, jak go rozwiążą, jedynie rozkładają ręce. W Szkole Podstawowej nr 2 w Kórniku rodzice ramię w ramię z dyrekcją już od czerwca walczą o podzielenie klasy pierwszej na dwie grupy. Samorząd odmawia, tłumacząc się brakiem pieniędzy. ”A ja . Zgodnie z nowymi wytycznymi kupiłam dywaniki, pufy dla dzieci i zabawki, ale nie mam gdzie ich położyć” - mówi dyrektor Wioletta Krzyżanowska.
. Zdarza się, że kończą lekcje nawet około godz. 19. Dyrektorzy są bezradni, choć przyznają, że taki rytm pracy fatalnie wpływa na uczniów. ”Po południu maluchy wolniej myślą, gorzej się koncentrują” - mówi wicedyrektor szkoły nr 112 na warszawskiej Białołęce Beata Dronszcz. W jej szkole jest aż 6 klas pierwszych i 6 zerówek!
. ”Trzeba już teraz zacząć budować nowe szkoły, szczególnie w dzielnicach, gdzie mieszka wiele młodych rodzin. Jednak nikogo nie obchodzi, co będzie za parę lat” - mówi anonimowo urzędnik wydziału oświaty w Warszawie.