Zwillinge! Zwillinge! Bliźnięta! Bliźnięta! - ten okrzyk esesmana na rampie w Auschwitz oznaczał dla Miriam i Evy odroczenie wyroku śmierci. Ich rodzice i dwie starsze siostry prosto z bocznicy trafili do komory gazowej, a dziewczynki oddano pod "opiekę" doktora Mengele, nazistowskiego zbrodniarza i pseudonaukowca, który lubował się w przeprowadzaniu eksperymentów medycznych na dzieciach. Bliźnięta jednojajowe były dla niego szczególnie cenne. Wszczepiał jednemu trudne do wyleczenia choroby. Gdy zmarło, esesmani zabijali drugie, a Mengele przeprowadzał sekcję, porównując ciała rodzeństwa i odnotowując zniszczenia, jakie poczyniła infekcja. Taki los spotkać miał również Miriam i Evę.

Doktor Mengele umyślnie zarażał niektóre bliźnięta poważnymi, zagrażającymi życiu chorobami, takimi jak szkarlatyna, a następnie wstrzykiwał im jakiś lek i sprawdzał, czy następuje po nim poprawa. Niektóre zastrzyki miały zmienić kolor oczu.

Dziewczynki pochodziły z żydowskiej rodziny z Rumunii, trafiły do Auschwitz w transporcie z Siedmiogrodu. Na obozowej rampie widziały rodziców po raz ostatni. Wtedy jeszcze nie miały świadomości, co spotkało ich bliskich. Nie wiedziały również, gdzie trafiły. Obóz koncentracyjny oglądany oczami dziesięcioletniego dziecka to głównie obrazy i dźwięki. Krzyki esesmanów, strach i mnóstwo pytań - dlaczego ludzie wokół mnie są tacy chudzi, dlaczego wszędzie unosi się zapach przypominający woń spalonego pierza, dlaczego nigdzie tu nie rosną kwiaty ani trawa? Na tym tle Josef Mengele, jak wspomina go Eva Mozes Kor, wydał się jej przy pierwszym spotkaniu wręcz niezwykłą postacią:

Doktor Josef Mengele wszedł do baraku, ubrany w elegancki mundur SS i wysokie błyszczące oficerki. Miał białe rękawiczki i pałkę. Najpierw pomyślałam, że jest bardzo przystojny, jak gwiazdor filmowy.

To wrażenie jednak bardzo szybko pryska. Dziewczynki wchodzą w życie obozowe wśród innych dzieci i zaczynają dostrzegać wokół siebie śmierć, umierających małych współwięźniów, a kiedy natykają się w latrynie na leżące na betonowej podłodze ciała trojga dzieci, domyślają się, co je spotka. Żywy, reportażowy język, jakim przedstawiane są wspomnienia Evy Mozes (co jest ogromną zasługą współtwórczyni tej książki, Lisy Rojany Buccieri, cenionej autorki wielu publikacji dla dzieci) wciąga w lekturę i stawia czytelnika w pozycji bezbronnego wobec totalitaryzmu kilkulatka, który musi błyskawicznie dorosnąć, jeśli chce przeżyć. Uderzają relacjonowane rozmowy dzieci, przypominające przekomarzanie się uczniów na przerwie między lekcjami, dotyczące jednak nie gier i zabaw, ale śmierci - gazowania ludzi i palenia ich w krematoriach. Porusza zderzenie dziecięcej logiki i sposobu pojmowania świata z okrutną obozową rzeczywistością.

Dramat dziewczynek opowiadany jest epizodami, krótkimi historiami, bez podawania dat, bez nazwisk, bez przypisów i dygresji odnoszących się do kontekstu opisywanych wydarzeń. To nie jest dziennik, nie ma tam rekonstrukcji na podstawie dokumentów i relacji innych współwięźniów. To po prostu mocne, poruszające świadectwo.

Przebywanie w Auschwitz było jak uczestniczenie każdego dnia w wypadku drogowym. Codziennie działo się coś przerażającego.

Choć starają się tłumaczyć na swój sposób sytuację, w jakiej się znajdują, choć próbują nawet bawić się, dziergając na włóczce ze sprutego swetra i kawałkach wyciągniętych z ogrodzenia drutów kolczastych rządki ściegów, strach przed śmiercią i "wujaszkiem Mengele" - jak zwracają się do swego oprawcy niektórzy z małych więźniów - sprawia, że wewnątrz przestają być dziećmi. Eva opowiada, iż nawet kilkulatki wiedziały, że jeśli okażą brak dyscypliny, zginą.

Trzymając się za ręce, patrzyłyśmy, jak starsze dziewczynki pomagają maluchom w przygotowaniach do apelu. Na zewnątrz ustawiłyśmy się w rzędach po pięć osób, żeby nas policzono. Apel trwał zwykle od trzydziestu minut do godziny. Sięgając pamięcią wstecz, nie przypominam sobie, żeby jakieś dziecko usiadło albo zapłakało. Nawet te, które miały zaledwie dwa lata. Przypuszczam, że już nawet wtedy rozumieliśmy, że nasze życie zależy od tego, czy się dostosujemy.

Doktor Mengele wielokrotnie poddawał Evę i Miriam najróżniejszym badaniom, regularnie pobierano im krew, podawano dożylnie nieznane preparaty, niezliczoną ilość razy nakłuwano je igłami. Aż wreszcie "Anioł Śmierci" wybrał bliźniaczki do jednego ze swoich okrutnych eksperymentów.

Jednym z celów jego eksperymentów było odkrycie sposobu powoływania na świat, po kilkoro naraz, jasnowłosych, niebieskookich dzieci, żeby zwiększyć populację Niemców. Hitler nazywał Aryjczyków, czyli tych Niemców blondynów o niebieskich oczach i jasnej skórze "rasą panów", a my byliśmy jego ludzkimi królikami doświadczalnymi.

Po jednym z zastrzyków Eva zachorowała. Dostała gorączki, wysypki na ciele, szybko zaczęła słabnąć. Zrozumiała, że zbliża się jej koniec. Wiedziała jednak, że kiedy umrze, życie straci również jej siostra. Sytuacja obu sióstr wydawała się beznadziejna, bo gdy Eva powoli umierała w obozowym szpitalu, Miriam traciła siły i popadała w tak zwany stan muzułmaństwa, jak nazywano w Auschwitz i pozostałych niemieckich lagrach otępienie prowadzące do śmierci. Eva jednak się nie poddała. Z zaskakującą wprost jak na małą dziewczynkę determinacją czepiała się życia, czołgała się co noc do kranu po kilka kropel wody, tracąc co chwilę przytomność, udawała przed lekarzami, że wraca do zdrowia, by tylko odroczyć wykonanie wyroku. I udała jej się w końcu rzecz niemożliwa. Zaczęła wygrywać z chorobą, została przeniesiona z powrotem do dziecięcego baraku i podjęła walkę o wyrwanie siostry z obozowej depresji.

Upór, z jakim Eva próbowała utrzymać przy życiu siebie i swoją siostrę, doczekał się nagrody. Zdjęcie na okładce książki zostało wykonane tuż po wyzwoleniu Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku. Na znanej i wielokrotnie reprodukowanej fotografii, w garstce stojących za drutami dzieci, stoją również siostry Mozes - w obszernych pasiakach, wystraszone, chude, ale żywe.

Ale ich walka nie zakończyła się po wyjściu z obozu. W latach 80. założyły organizację CANDLES (Children of Auschwitz Nazi Deadly Lab Experiments Survivors) skupiającą dzieci, które przeżyły eksperymenty doktora Mengele. Na początku tworzyło ją zaledwie kilka osób. Po kilku latach było w niej już ponad 120 dzieci z Auschwitz. Ich świadectwa, tak jak ta książka, nie pozwalają zapomnieć o nieludzkim okrucieństwie sprzed zaledwie 70 lat.

"Anioł Śmierci" nigdy nie poniósł kary za swoje zbrodnie. Szacuje się, że wskutek jego "badań" życie straciło około 1,5 tysiąca dzieci. Po wojnie uciekł do Ameryki Południowej, tam założył rodzinę, osiadł na farmie w Paragwaju, potem przeniósł się do Brazylii. Utonął w czasie kąpieli w morzu, w 1979 roku.

Miriam zmarła w 1993 roku. Eva przez całe życie zmaga się z problemami zdrowotnymi wynikającymi z eksperymentów, jakim została poddana w Auschwitz. Choć jest mocno schorowana, jeździ po świecie i prowadzi odczyty, dzieląc się swoją historią.

Na jednym z takich wykładów kilka lat temu powiedziała, że wybacza doktorowi Mengele.

Eva Mozes Kor, Lisa Rojany Buccieri, "Przetrwałam. Życie ofiary Josefa Mengele", Prószyński i Spółka, 2014