W poniedziałkowym "Wprost" ukazał się tekst Maliny Błańskiej o Wojciechu Fibaku. Dziennikarska prowokacja odsłoniła mniej znaną twarz słynnego tenisisty. Z tekstu wynika, że Fibak zajmował się poznawaniem młodych dziewczyn z bogatymi biznesmenami. Dziennikarka opisała taktykę działania Fibaka i sposób, w jaki sprawdza "kandydatki". Po publikacji materiału rozpętała się burza.

Tekst będzie niewątpliwie jednym z najchętniej cytowanych w ostatnim czasie materiałów. Dlaczego nie opublikowała go macierzysta redakcja autorki?

-Jerzy Urban należy do socjety, która trzyma się z daleka od ludzi sprzymierzonych z Fibakiem, więc ani interesy - choć obaj są koneserami sztuki - ani kontakty osobiste nie odegrały tu żadnej roli. Nie baliśmy się też sądu - odrzuca zarzuty w rozmowie z dziennik.pl zastępca redaktora naczelnego "Nie", Przemysław Ćwikliński. Przyznaje, że osobiście redagował tekst Błańskiej i po konsultacji z prawnikami uznał, że artykuł został przygotowany zgodnie ze standardami i z dochowaniem rzetelności dziennikarskiej.

-Jesteśmy ostatnią gazetą na świecie, która by się chciała oburzać "robotą" Wojciecha Fibaka. Nie do twarzy by nam było. Co innego pisma konserwatywne - mówi Ćwikliński. - Doceniliśmy pracę redaktor Błańskiej, uznaliśmy, że to kawał dobre roboty, ale nam się to zda jak psu na budę. Wyobraża sobie pani, że Urban i jego ekipa się oburza na to, że ktoś ustawia młode panienki ze starszymi facetami? Wyszlibyśmy na kompletnych obskurantów - dodaje.

Wicenaczelny "Nie", podobnie jak publicysta "Gazety Wyborczej" Waldemar Kumór w dzisiejszym krytycznym komentarzu na temat tekstu we "Wprost", uważa że Fibak jest wolnym obywatelem, żyje w wolnym kraju i dopóki nie łamie prawa, wolno mu robić, co mu się żywnie podoba.

Gdyby to był polityk, jak opisywany u nas w gazecie Kurski, to by miało rację bytu. Poza tym w przeszłości Wojciech Fibak był już podejrzewany o podobne praktyki i w czasie przesłuchania do pewnych rzeczy sam się przyznał. A więc nie było to nowe odkrycie. Choć to, że  dziś Fibak ma 17 lat więcej i ciągle zajmuje się tym samym, może budzić zdziwienie, zwłaszcza że robi to w taki sposób. Po jednym sms "naciąg" w rakiecie sztywnieje ... - ironizuje Ćwikliński.

Sam Fibak zapowiedział, że pozwie tygodnik do sądu. Wydał też oświadczenie, w którym twierdził, że stał się ofiarą podłej, starannie zaplanowanej prowokacji dziennikarskiej, a redakcja "Wprost" posunęła się do niechlubnych działań, które kompromitują dziennikarstwo tylko po to, by zwiększyć sprzedaż pisma.