Nie wierzyłam w ten format, nie chciałam go oglądać w przeświadczeniu, że TVP robi sobie show kosztem naiwnych i głodnych telewizyjnej sławy ludzi. Byłam przekonana, że twórcy zadrwią z bohaterów i zrobią z nich pośmiewisko na cały kraj. Okazało się, że bohaterowie programu nie są ani tak naiwni, ani przejaskrawieni, jak można by się było spodziewać, za to urzekają naturalnością, nawet wtedy, gdy próbują zakładać telewizyjną maskę. 

Pierwsze odcinki obejrzałam z zawodowego obowiązku, kolejne już z ciekawości. I teraz zadaję sobie pytanie, czy rosnąca popularność "Rolnika.." to coś więcej, niż tylko przejaw tęsknoty za telewizją, która zamiast serwować sztuczną papkę, daje choć odrobinę autentyzmu.

Należący do FremantleMedia format od kilku tygodni idzie jak burza, gromadząc przed telewizorami coraz więcej widzów. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie "Rolnik…" będzie telewizyjnym zwycięzcą tej jesieni. Miłosne perypetie pięciu farmerów znad Wisły i ich wybranek udowadniają, że w telewizji nie trzeba fajerwerków, strusich piór i fikających celebrytów, by osiągnąć sukces.

Wystarczą bohaterowie - może bez zęba i z nadwagą - ale za to "z krwi i kości". A do tego realne, a nie wyreżyserowane emocje. To uczestnicy - a nie dobry format, pieniądze czy promocja - przesądziły o sukcesie programu. W TVN, które tej jesieni wystartowało z własnym randkowym reality show, o tym najwidoczniej zapomnieli. Zaserwowali widzom tele-plastik spod znaku "mięsnego jeża", gdzie pod grubą warstwą makijażu nie widać nic, co byłoby godne uwagi. Program tonie przygnieciony tandetnym scenariuszem i formułą "docusoap".

A przecież oba formaty, z pozoru, były do siebie podobne. Oba stanowią telewizyjną odpowiedź na bolączki współczesnych czasów, czyli z jednej strony samotność młodych - i nie tylko - ludzi, którzy z różnych względów nie mogą zbudować trwałej relacji, z drugiej strony zaś na kryzys małżeństwa. 

"Rolnik…" dotyka jednak problemu samotności mężczyzn, którzy zdecydowali się pozostać na wsi i prowadzić własne gospodarstwo, program TVN zaś w karykaturalny i stereotypowy sposób skupia się na więziach łączących matkę z synem. „Rolnik…” pokazuje społeczny problem, program TVN go wypacza i trywializuje.

Istotny jest też fakt, że TVP uczyniło bohaterem zbiorowym grupy „medialnie wykluczone”, czyli seniorów i mieszkańców wsi. Wszyscy oni, w odróżnieniu od wielkomiejskiej części społeczeństwa - tej pracującej w wieku 16-49 lat, z grubszym portfelem - nie są uznawani za target szczególnie atrakcyjny dla reklamodawców. A co za tym idzie nie zależy na nich telewizjom. Rolnicy nie mają więc do wyboru zbyt wielu telewizyjnych propozycji, które pokazują ich świat i problemy. A już na pewno nie w prime time. Seriali, które próbują odmalować obraz wsi, widzianej przez różowe okulary, tu nie wliczam.

Nie trudno więc zgadnąć, że to właśnie mieszkańcy wsi stanowią największy odsetek widowni programu. Jak wynika z danych AGB NMR* to 51,6 proc. widowni. Znacznie mniej, bo 19,3 proc, to widzowie z niewielkich miejscowości poniżej 50 tys. mieszkańców.

Widownia wielkomiejska (reprezentująca ośrodki powyżej 200 tys. mieszkańców) stanowi 15,4 proc. "Rolnika…" oglądają częściej kobiety (ponad 61 proc. ). 58 proc. widzów to osoby po pięćdziesiątce. Widownia poniżej 30 r.ż. w TVP 1 to zaledwie 14 proc., grupa trzydziestoparolatków (30-39 lat) to następne 14,6 proc., a czterdziestoparolatkowie (40-49 lat) stanowią 13,2 proc. widzów.

Przewaga osób starszych wśród sympatyków programu TVP 1 wynika nie tylko z faktu, że widownia telewizji publicznej jest starsza od tej, którą przyciągają kanały komercyjne. W grę wchodzi też coraz bardziej powszechny proces starzenia się widzów tradycyjnej telewizji (sama oglądałam ten show na komputerze, bo telewizora - podopbnie jak 400 tys. Polaków - nie mam). 

Ale tutaj chodzi o coś więcej. Wśród bohaterów „Rolnika…” są też też przedstawiciele starszego pokolenia, 58-letni Stanisław i kilka kandydatek na żony w podobnym wieku. Wokół ich miłosnych wyborów skoncentrowana jest znaczna część fabuły. Widz w podobnym wieku ma już komu kibicować, z kim się utożsamić.

Ja zaś kibicuję TVP, by w swojej ofercie częściej opierała się dyktatowi reklamodawców.

*dane za okres od 07.09 do 06.11.2014 rok.