To MY, PACJENCI, nie możemy dostać się do szpitala, czekamy miesiącami na wizytę u specjalisty, diagnostykę czy płacimy z własnej kieszeni za leki refundowane...”. Tak w liście do premiera Tuska piszą sfrustrowani sytuacją w ochronie zdrowia chorzy. I domagają się białego szczytu. Czy to nie ironia? Przecież w stolikach i podstolikach do tej pory gustowali eksperci tudzież politycy. To, że sami chorzy wychodzą walczyć o swoje prawa, to niepokojący sygnał. Oznacza, że stracili wiarę w zapowiadaną od lat reformę. A osoby, które tracą nadzieję, mogą być niebezpieczne.

Trudno się dziwić, skoro co roku chorzy słyszą to samo: brak miejsc w szpitalach, niezapłacone nadwykonania, odwołane terminy zabiegów. Z tą spiralą niemocy nie są w stanie poradzić sobie kolejni ministrowie i szefowie NFZ. Według danych Eurostatu i OECD system opieki zdrowotnej w Polsce jest jednym z najgorszych w Europie.

Ale na zmianę brak recepty. Są pomysły, które pojawiają się, by za chwilę, gdy słupki popularności spadają, rozpłynąć się w niebycie. Tylko zadłużenie lecznic ciągle rośnie. Najwyższe do tej pory – 10,3 mld zł w IV kw. 2006 r. – już jest nieaktualne. Obecnie dług poszybował do 10,7 mld zł. Rekord, którym trudno się chwalić.

Czy poziom wytrzymałości polskich pacjentów zostanie przekroczony w przyszłym roku? Niewykluczone, zwłaszcza że 2013 r. może okazać się fatalny dla budżetu NFZ. Już dziś, ze względu na wzrost bezrobocia, jego kasa świeci pustkami. W przyszłym roku może być podobnie. I może się okazać, że już nie ma jak łatać tej dziury i przelewać z próżnego w puste.

Jakby tego było mało, 1 stycznia 2013 r. obudzimy się w nowej rzeczywistości – zinformatyzowanej. Od Nowego Roku lekarz do sprawdzenia uprawnienia pacjenta do bezpłatnego leczenia będzie potrzebował tylko jego numeru PESEL. Wpisze go online do Centralnego Wykazu Ubezpieczonych NFZ i już po chwili ma wiedzieć – chory ma prawo do świadczeń albo nie. To, co z założenia ma być lepsze, może się okazać ich przekleństwem. Bo kto z nas ma pewność, nawet regularnie płacąc składkę zdrowotną, że jest w systemie? Przecież wystarczy, że przy naszym nazwisku będzie wpisany nieaktualny tytuł do ubezpieczenia, żeby wyświetliła się „czerwona lampka”. Takich osób może być nawet 4 mln. I znów z problemem pacjenci zostaną sami. Bo przecież system jest. A że niedoskonały? No cóż, nobody’s perfect.