Marek Chądzyński: Twierdzi pan, że Polska przeżywa właśnie swój drugi złoty wiek. Pan wybaczy, ale brzmi to trochę jak propaganda sukcesu.

Marcin Piątkowski*: Ale na to są twarde dane. W 2014 r. Polska zbliżyła się do Zachodu na najkrótszy dystans od 1500 r. Mówiąc „Zachód”, mam na myśli 15 najbardziej rozwiniętych krajów Unii Europejskiej. Najbardziej obiektywny parametr to wartość PKB na jednego mieszkańca. W tym roku Polska osiągnie 65 proc. poziomu dochodu strefy euro, biorąc pod uwagę różnice w sile nabywczej. To najwięcej od początku XVI wieku.

Czyli ten rozkwit mamy na poziomie statystyki i ekonomicznych wskaźników...

Nie tylko, w warstwie cywilizacyjnej także. Jeszcze nigdy w historii tak wielu Polaków nie miało tak szerokiego dostępu do globalnych zdobyczy cywilizacji. Ubieramy się w te same ubrania co na Zachodzie, słuchamy tej samej muzyki, korzystamy z tej samej kultury i technologii. Czym różni się smartfon używany nad Wisłą od używanego np. nad Sekwaną? Obecny złoty wiek różni się jednak od tego XVI-wiecznego tym, że wtedy tylko kilka procent społeczeństwa, czyli ówczesna arystokracja i szlachta, w ogóle było piśmienna, a jej poziom życia był na tyle wysoki, że pozwalał się interesować czymś więcej niż tylko tym, jak przeżyć. W XXI-wiecznym złotym wieku uczestniczy większość społeczeństwa.

Obawiam się, że przy 12-proc. bezrobociu większość Polaków nie podziela pańskiego entuzjazmu.

Wysokie bezrobocie to poważny problem i temat na osobną dyskusję, ale nie może on przesłaniać faktu, że w ciągu ostatnich 25 lat zostaliśmy niekwestionowanym mistrzem Europy we wzroście gospodarczym. Według wszystkich projekcji zewnętrznych ośrodków – OECD, Komisji Europejskiej i innych – Polska będzie do 2030 r. rosnąć szybciej od krajów Zachodu, w tym dwa razy szybciej niż Niemcy. Do 2030 r. mamy osiągnąć prawie 80 proc. dochodu na głowę w Europie Zachodniej. To będzie historyczny rekord i prawdziwy złoty wiek dla naszego kraju. Dystans w jakości życia będzie jeszcze mniejszy. Jesteśmy w trakcie historycznego procesu, w którym przesuwamy się z europejskich peryferii do europejskiego centrum, tam gdzie zawsze powinniśmy być, nie tylko geograficznie. To przesuwanie widać np. w roli Polski przy okazji kryzysu na Ukrainie czy rosnącej roli Polaków w strukturach UE. Lecz także w innych wymiarach, nawet sportowym: ostatnie mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce były dla nas przecież najbardziej udane od bodaj 44 lat.

Przyjmując pańską retorykę, można by powiedzieć, że w piłce nożnej jesteśmy gdzieś w Trzecim Świecie.

Rzeczywiście w futbolu chyba nie może być gorzej [śmiech]. Ale jestem przekonany, że inwestycje w orliki też w końcu zaczną przynosić efekty.