Hanna Gronkiewicz-Waltz na zwołanej w piątek konferencji zapowiedziała kary dla urzędników odpowiedzialnych za nieprawidłowości przy reprywatyzacji stołecznych gruntów i nieuprawniony - jak wszystko wskazuje - zwrot działki położonej niegdyś przy ulicy Chmielnej 70. Adrian Zandberg z partii Razem uważa, że w ten sposób prezydent Warszawy "usiłuje dziś tanio wykpić się od politycznej odpowiedzialności za brak kontroli nad działaniami urzędników Ratusza".

Ale odpowiedzialność spada właśnie na nią i na jej zastępców. Te kilka godzin, które wystarczyły, by zorientować się w skali problemu, są najostrzejszym oskarżeniem pod adresem rządzących Warszawą. Odpowiedzialny polityk powinien w takiej sytuacji po prostu podać się do dymisji. Platforma będzie zapewne bronić się przed dymisją rękami i nogami - pisze Zandberg w komentarzu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Jak dodaje lider Razem, niewykluczone, że wśród wyjaśnień płynących z warszawskiego ratusza pojawią się argumenty, że krytycy są "cynglami PiS-u".

Ale tak naprawdę to właśnie PiS-owi służy kurczowe trzymanie się stołka przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Dziś PiS wybory w Warszawie może przegrać. Za kilka miesięcy, kiedy rządzący ratuszem wykrwawią się w kolejnych odsłonach skandali reprywatyzacyjnych, rząd powoła zapewne zarząd komisaryczny i PiS przejmie władzę nad miastem na pozostałe do wyborów dwa lata. Bez pytania warszawiaków o zdanie - podkreśla Adrian Zandberg.