Magdalena Rigamonti: Ostatnio mówiłam do pana: panie Liroyu.
Piotr Liroy-Marzec: To było pięć lat temu.

Panie pośle Liroyu...
No, teraz to grubo.

Jest pan parlamentarzystą, obowiązują konwenanse.
Wie pani, pamiętam, jak pierwszy raz usiadłem w ławie sejmowej, rozejrzałem się i od razu złapałem się za kieszenie.

Bo?
Bo pomyślałem, że większość tam to złodzieje.

Wszyscy?
Nie wszyscy. Dwa typy ludzi tam siedzą. Pierwsi – którzy chcą zrobić karierę, drudzy – którzy chcą walczyć o sprawę. I chyba się pani nie zdziwi, kiedy powiem, że pierwsi przeważają. Wchodzą tu, widzą te marmury, ten basen, saunę i im od…a. Nigdy nie będą chcieli stąd wyjść, zawsze będą stać za swoim prezesem czy przewodniczącym. Dla nich to jak Bizancjum, jak królestwo, spełnienie marzeń. Imponuje im. Ja jestem z trochę innych klimatów, już różne cuda widziałem. A tu są ludzie, którzy przyjechali z małych miejscowości, dla nich fakt, że ktoś do nich mówi per panie pośle, już im dobrze robi. Znam te mechanizmy i nic nie robi na mnie wrażenia. Nie spalam się. Na szczęście nie tylko ja, bo takich walczących w Sejmie jest teraz więcej niż kiedyś. Więcej, bo i ludzie w całej Polsce się angażują, jak widzą, że PiS kłamie, ma ich gdzieś.

Chyba w innych światach żyjemy. Ludzie się cieszą, że PiS im dał 500+, że będzie Mieszkanie+ i inne przywileje.
Żartuje pani. W Kielcach na przykład, które były bardzo propisowskie, zaczyna się klimat zmieniać. Na nasze spotkania przychodzą ludzie z PiS-u, biją prawo, chcą się przyłączyć do działań, widzą, że chcemy im pomagać. W tej chwili tworzymy platformę... Tfu, platforma to brzydkie słowo. Tworzymy portal Transparentna Polska, dzięki któremu będzie można sprawdzać, czy ktoś tylko mówi, że pomaga, czy rzeczywiście pomaga. Myślę, że będzie okazja, żeby zobaczyć, jak ruchy obywatelskie mogą działać ponad polityką.

Mateusz Kijowski z KOD też zamierza pobudzać działania obywatelskie.
Jemu chodzi o to, żeby wychodzić na ulice z transparentami, krzyczeć i przyjmować w swoje szeregi polityków już dawno zdyskredytowanych w różnych rządach. Przez tych polityków KOD stracił wiarygodność. Na jego marszach jest wielu artystów, których znam, cenię, ale ja z nimi nie pójdę, bo tam też są politycy, którzy sprzedali Polskę. Już rządzili i udowodnili, że mają gdzieś obywateli, że liczą się tylko interesy partii i ich prywatne sprawy. Nawet słowem nie powinni się odzywać na temat demokracji, bo zrobili wszystko, żeby rządy ludu zniszczyć. To samo myślę o PiS-ie. Też rządził. W Kielcach, w moim regionie, ludzie widzą, co się dzieje, mają wolną wolę i PiS nie ma dla nich żadnego znaczenia. Niech sobie kupuje ludzi, niech obsadza urzędy swoimi, ale zwykłych ludzi nie złamie. Już teraz bloki w Kielcach są nasze.

Cała rozmowa w piątkowym Magazynie Dziennika Gazety Prawnej