Od 2015 r. słyszeliśmy, że Kompania Węglowa zaraz zbankrutuje. Zaraz to pojęcie względne, więc dotrwała na kroplówkach do 1 maja 2016 r., gdy jej kopalnie przejęła Polska Grupa Górnicza. Spółki kontrolowane przez Skarb Państwa zrobiły na ten cel wielką narodową zrzutkę ok. 2,5 mld zł (z czego 1,5 mld zł wyłożyły w gotówce firmy energetyczne). Górnicy z PGG zrzekli się wówczas „czternastek” na dwa lata i umówili się z rządem, że do końca 2017 r. wynegocjowany zostanie nowy układ zbiorowy pracy. W zasadzie nie nowy, a pierwszy, bo przez 10 lat trwania KW nie udało się go wypracować.

Inaczej było w Katowickim Holdingu Węglowym, gdzie od lat obowiązuje HUZP, czyli Holdingowy Zbiorowy Układ Pracy. Ale już nie będzie, bo KHW ma zostać wchłonięty przez PGG i dopiero dla całej „dużej PGG” układ zostanie wypracowany.

W KHW zabrakło pieniędzy na wypłatę „czternastki” za 2016 r. (w tej spółce mimo jej trudności finansowych świadczenie to nie zostało zawieszone) i na konta 13-tysięcznej załogi trafiło dotychczas ok. 15 proc. płatności. Powtórzę jeszcze raz – tylko tyle, bo Holding NIE MA pieniędzy.

Tak mi się przynajmniej wydawało do środy, kiedy to związki zawodowe obu firm podpisały porozumienie z rządem na mocy którego jest zielone światło do łączenia obu firm. I wtedy stał się cud. Tuż po podpisaniu dokumentu okazało się, że w KHW znajdą się lada dzień pieniądze na wypłatę ostatniej raty „czternastki”, a załoga PGG dostanie nagrody pieniężne. Oficjalnie dlatego, że w ostatnich miesiącach spółka chwaliła się zyskiem netto (jak się ścina nakłady na inwestycje o 36 proc. czyli o ponad 300 mln zł w skali roku to nie jest wcale trudne), choć wydobycie węgla miała o ok. 3 mln ton niższe od zaplanowanego (to kolejny cud, ale i temat na osobną dyskusję). Wystarczyło jednak podpisać zgodę na połączenie PGG i KHW i pieniądze znajdą się na wszystko.

Dodam, że w Holdingu na wypłatę reszty „czternastki” potrzeba ok. 80 mln zł i coś mi się wydaje, że pojawi się kolejna przedpłata za węgiel – w końcu z tego ta spółka ostatnio żyła.
„Rzeczpospolita” poinformowała, że w PGG nagroda jednorazowa nie wystarczy (trzeba wyasygnować niemal 40 mln zł!) i związkowcy chcą, by była wypłacana była co kwartał. Dodatkowo chcą zwiększenia wartości bonów żywnościowych obecnych 14,90 zł do 19 zł dziennie.

„Bal na Titanicu” jest tu najbardziej dyplomatycznym określeniem na jakie mnie w tym momencie stać. Przypomnę tylko, że ten lepszy wynik PGG to strata netto za 2016 r. nie 370 mln zł jak zakładano a ok. 330 mln zł. Jeśli edukacja matematyczna w naszym kraju po reformie edukacji będzie prowadzona w ten właśnie sposób, to ja chyba nie mam już żadnych pytań.

Dodam jedynie, że gdy Jastrzębska Spółka Węglowa poinformowała o wypłacie jednorazówki dla swojej załogi, minister energii Krzysztof Tchórzewski zalecał ostrożność. A w JSW załoga poszła na największe ustępstwa. W 2015 r. podpisane zostało porozumienie na mocy którego nie ma tam „czternastki”, deputatu węglowego i części Barbórki. Dodatkowo to właśnie ta firma zamyka na razie jako jedyna kopalnie – do Spółki Restrukturyzacji Kopalń trafiła już część Jas-Mosu, z kolei do końca marca ma być tam przekazany Krupiński.

Jest takie przysłowie: co wolno wojewodzie, to nie Tobie... I tak myślę, że co wolno PGG, to nie uchodzi innym. Co do „czternastki” w KHW bowiem sprawa jest prosta – to część wynagrodzenia zgodnie z umową o pracę i jeśli nie została zawieszona, musi zostać wypłacona.

Resort energii, choć nie połączył jeszcze KHW i PGG (zapowiada, że stanie się to do końca miesiąca) już dumny jak paw ogłasza, że węglowy gigant zatrudniający ponad 40 tys. ludzi w 9 kopalniach za kilka lat trafi na giełdę.

Tylko nieśmiało przypomnę, że temat wejścia na giełdę samego KHW grany jest od dekady, takie zapowiedzi składał jeszcze poprzedni rząd PiS. Dla formalności dodam, że KHW spółką giełdową nie jest. Jak to więc ładnie mawiają „hold your horses”, panowie, bo chyba trochę za wcześnie na tak poważne deklaracje.