Do tej pory sądzi się, że prawdopodobnie około 80 proc. z 200-250 tys. Żydów, którzy się ukrywali w okresie okupacji, zginęło, albo zostali zamordowani przez Niemców, bo ich Polacy zadenuncjowali, albo zostali zamordowani przez Polaków - powiedział Cimoszewicz w programie "Kropka nad i" w TVN24.

Skomentował on także słowa premiera Morawieckiego o "żydowskich sprawcach".

Oczywiście wśród Żydów w czasie wojny zdarzali się i konfidenci, i ci z Judenratów, i z policji żydowskich w gettach. Ale rację mają ci, którzy mówią, że to było tak, jakby oskarżyć ofiarę, człowieka, który za chwilę zostanie zamordowany o współudział, ponieważ ten człowiek na polecenie wykopał dla siebie grób - stwierdził były premier.

Żydzi zmuszani do tych zachowań znajdowali się w sytuacji absolutnie bezpośredniego i bezwzględnego zagrożenia życia. Gdyby tego nie zrobili, natychmiast by zginęli - dodał. 

Zdaniem Cimoszewicza, użycie przez premiera Morawieckiego słów o "żydowskich sprawcach", które padły na konferencji w Monachium, to "tragiczne nieporozumienie".

Może nie powiedział dostatecznie precyzyjnie w języku angielskim tego, co chciał powiedzieć. Ale powiedział to, co powiedział. Nawiasem mówiąc, tego samego dnia pojechał złożyć wieniec na pomniku upamiętniającym formację polską, Brygadę Świętokrzyską, formację kolaborantów, zdrajców naszego państwa, narodu, ówczesnych władz londyńskich. Te dwie rzeczy są ze sobą łączone - powiedział Cimoszewicz.