"Kazimierz, tylko szczerze" - tę radę tuż przed występem byłego premiera w TVN 24 wypowiedziała słynna "Isabel". Cała Polska mogła zobaczyć nie tylko Kazimierza Marcinkiewicza tłumaczącego się z tego, że nie miał wpływu na machinacje finansowe banku Goldman Sachs, bo jest tam zatrudniony tylko na stanowisku konsultanta figuranta. Cała Polska mogła też zobaczyć, jak bardzo Marcinkiewicz i jego nowa partnerka wystawiają na sprzedaż swoje życie prywatne.

>>> Zobacz - Izabela do Marcinkiewicza: Kochasz mnie?

Wygląda na to, że będziemy mieli tego coraz więcej. Przynajmniej w wydaniu tej pary. To zresztą moment gorzkiej satysfakcji dla ludzi mediów, którym zarzuca się tabloidyzowanie debaty publicznej. Zgoda, trochę winy jest i po tej stronie. Ale głównym motorem tabloidyzacji są ludzie tacy jak Marcinkiewicz.

Były premier miał świadomość, że TVN 24 zechce pokazać jego harce z narzeczoną w telewizyjnym studiu. Mógł mieć zresztą taki zamiar. Jest też chyba tak, że pani Isabel - ta, co ma "fajną, ej, tą, no, fajną koszulkę" - też chce skorzystać z chwili sławy. To zresztą nic dziwnego, że młoda ambitna kobieta próbuje wjechać na salony na grzbiecie zadurzonego w niej dużo starszego lowelasa. Banalna historia jakich wiele - może zresztą ktoś kiedyś nakręci o tym film. Tytuł mógłby nawiązywać do pewnego amerykańskiego dzieła i brzmieć "Polish beauty".

>>> Marcin Król: Marcinkiewicz i Iza przekroczyli granicę wstydu

>>> "Isabel" przemówiła także na blogu

Bądźmy więc przygotowani na następne rewelacje z Londynu i Brwinowa (stamtąd pochodzi "Isabel"). Paparazzi nie będą musieli nikogo tropić, wszystko dostaną na talerzu. Narzekania byłego premiera zaś, że ktoś narusza jego prywatność to już będzie tylko element kokieterii. Lub, powie ktoś bardziej złośliwy, zwykłej hipokryzji. "Kazimierz, tylko szczerze" - powiedziała "Isabel". "Zawsze szczerze" - odpowiedział Kazimierz.

>>> Gawryluk: Dlaczego Tusk bronił Marcinkiewicza