Gorąca ciecz spłynęła po kuloodpornej szybie chroniącej obraz. Sam kubek rozbił się na podłodze Luwru. A zaskoczeni niespodziewanym atakiem ochroniarze muzeum dopiero po chwili pochwycili tajemniczego zamachowca. Okazała się nim być najprawdopodobniej niezrównoważona psychicznie Rosjanka.

>>>Oto białoruska Mona Lisa. W mundurze

Na szczęście gorąca herbata English Breakfast, rzucona w kierunku dzieła włoskiego mistrza, nie wyrządziła "Monie Lisie" żadnych szkód. Szkło chroniące obraz ma grubość dwóch centymetrów, a rama z płótnem jest umieszczona w specjalnym pudle chroniącym ją przed wstrząsami.

"To jedno z najlepiej strzeżonych dzieł sztuki na świecie, i potrzeba czegoś więcej niż dobrze wycelowanego kubka herbaty, by je zniszczyć" - oświadczył rzecznik Luwru. Nie wiadomo, dlaczego dopiero dziś muzeum poinformowało o kuriozalnym wypadku, który wydarzył się 2 sierpnia. Francuscy policjanci sprawdzają, czy Rosjanka, która próbowała zniszczyć dzieło, choruje na tzw. syndrom Stendhala, który objawia się zakłopotaniem, dyskomfortem psychicznym i niekontrolowanymi aktami agresji wobec dzieł sztuki.

>>>Mona Lisa? Tylko na pierwszy rzut oka

Warte tysiące, a czasem miliony dolarów obrazy niejednokrotnie padły w przeszłości ofiarą tak kuriozalnych ataków, jak ten z 2008 roku, w którym 32-letnia kobieta pocałowała obraz amerykańskiego malarza Cy Twombly'ego na wystawie w Awinionie. Na płótnie został ślad jej...szminki. Dziesięć lat wcześniej, w 1998 roku, profesor matematyki zaatakował młotkiem stojący w Luwrze posąg rzymskiego filozofa Seneki.

>>>Mona Lisa na brudnych szybach aut

Ale najbarwniejszą historią może się pochwalić sama "Mona Lisa" - jedyny obraz, który po kradzieży z Luwru został odzyskany. Płótno Leonarda da Vinci było też przedziurawione kamieniem i oblane kwasem. Za każdym razem zniszczczenia udało się naprawić.